test
Znaleziono 545 wpisów pasujących do wyszukiwanego hasła "zamek"
Jeżeli nie odnalazłeś interesujących Cię wpisów załóż nowy temat
Powiadamiaj mnie o nowych wpisach
autor
31.12.1969 (48 lat temu)
31.12.1969 (48 lat temu)
Buty zakupione w tym sklepie zawsze rozwalają sie( a to przeciera podeszwa,a to rozrywa zamek)już po miesiącu!Jeśli używa sie butów częściej niz 2 razy do roku to totalne wyrzucanie pieniędzy w błoto.I jeśli chodzi o reklamacje kiedyś jeszcze ją uwzględniali,obecnie odsyłają z kwitkiem i wymyślają niestworzone powody,bajkopisarze totalni.Byłam przy tym że osobę odesłali z rozerwanym butem,a powód nieuwzględnienia reklamacji to trzymanie ostrych przedmiotów w butach!Śmiech na sali.Kupiłam raz letnie buty,raz zimowe i to były ostatnie zakupy w tej sieci.Nikomu nie polecam bo nie ma czego!
użytkownik
17 lis (2 dni temu)
17 lis (2 dni temu)
Looo niejedna osoba na zamkach ma zepsute biodro, zastrzyki z blokad, i nadgarstki wykrojone i barki przewlekle chore, laski w szatni smarują się końskimi masciami ale jak je kto zapyta to zdrowe oczywiście bo się boją że zużyty towar wywalą, a praca czy to podnośnik czy zamek zależy od tego ile kto robi i jak długo robi
użytkownik
15 lis (4 dni temu)
15 lis (4 dni temu)
Jestem pracownikiem biura, a mianowicie, nizej wspomniana „Alicja” i jako, ze zostalo tutaj wywolane moje imie postanowilam rowniez napisac cos od siebie.
Dla potwierdzenia moich slow, podaj swoj nr telefonu, w razie jakby ktos chcial skonfrontowac informacje, ktore bede podawac.
Mysle, ze madry czlowiek wyciagnie swoja opinie przede wszystkim na podstawie tego jakiego slownictwa i okreslen uzywaja osoby, ktore takie opinie pisza, jak i na podstawie niezgodnosci, ktore z tych opini wynikaja.
Np. komentarz ponizej:
„Pozytywne komentarze, które tutaj widzimy piszą osoby z biura ponieważ nie sądzę żeby zdrowy na umyśle człowiek byłby zadowolony z tej firmy”
Po czym, nastepuje zdanie:
”zdecydowaliśmy się na to biuro ponieważ mój sąsiad pracuje tam od 5 lat i jest zadowolony”
Oznacza to, ze ktos zaprzecza samemu sobie, albo, ze sasiad tych osob, ktory poleca nasza agencje, jest, jak sie ta pani wyrazila – „niezdrowy na umysle”?
Postaram sie rowniz wyjasnic jak z perspektywy naszej agencji, wygladala sytuacja opisana ponizej.
„Równo o 14, zaznaczam że przyjechaliśmy po 16 godzinach trasy tam. O 15 Pani Alicja przyniosła nam dokumenty i zaczela mówić o karach i o płaceniu za mieszkanie itp.” – niestety odleglosc Holandii od Polski jest taka a nie inna i tego Inforcontracting zmienic nie moze  kazdy, kto z Polski przyjezdza do naszego biura, jest po tak dlugiej podrozy, wynika to z ulozenia geograficznego. Musicie rowniez zrozumiec, ze kandydatow w biurze jest wielu i kazdy z nich jest obslugiwany po kolei i to, ze WY przyjechaliscie, nie oznacza, ze musimy rzucic wszystko i odejsc od innych kadydatow.
Uwazam rowniez, ze poinformowanie was o potencjalnych karach lub oplatach, jest rzecza pozytywna, bo wszystko w naszej fimie jest jasne i klarowna. Pomaga rowniez unknac sytuacji, o ktorych pisza ludzie ponizej typu „ukradli moje pieniadze itp”. Zeby bylo jasne, kary w wysokosci 35euro, dostaje sie za wielokrotnie niepojawienie sie w pracy i niezgloszenie tego faktu. Dlatego zawsze o tym wspominamy na poczatku, jak rowniez potencjalny kandydat otrzymuje regulamin, aby ewentualnie uniknac takich sytuacji.
„ powiedziała że ta praca o której rozmawialiśmy jest tylko dla kierowców więc i ja i narzeczony musielibyśmy jeździć busami! Nie zgodzilismy się oczywiście to był nasz drugi raz w Holandii” – nadmienie, ze we wstepnej rozmowie pytalam panstwa czy macie prawo jazdy. Dla mnie bylo jasne, ze nie zrobilam tego bezcelowo. Jezeli ktos zglasza posiadanie tego dokumentu, jasne jest, ze moze byc poproszony, aby zostal kierowca. Kazdemy kierowcy jest wyplacane 20e/tyg. W zwiazku z tym. Oczywiscie, kazdy ma prawo odmowic. Wasza decyzja zostala uszanowana, malo tego, przeprosilam was z powodu nieporozumien jakie wyniknely, choc powstaly one z razjii OBUSTRONNEGO nieustalenia szczegolow. Zostala wam zaproponowana inna praca.
„zaczela nas szantażować że mamy być kierowcami inaczej nie dostaniemy tej pracy„ – z calym szacunkiem, ale tutaj chyba was troche ponioslo i naduzywacie pewnych slow. Powiedzialam, ze oferte, o ktorej wciaz rozmawiamy mozecie dostac tylko, jezeli jedno z was zgodzi sie byc kierowca, a jak nie to mamy inne opcje. Jezeli odczytujecie to jako szantaz, jest to conajmniej niepokojace.Oczywiscie pozostale slowa, ktorcyh uzywacie opisujac swoja sytuacje, rowniez swiadcza o braku waszego obiektywizmu i podkolorowywaniu swojej historii, mam na mysli: „wpierała nam”, „klamala” itp.
Dalej...
„znalazła się dla nas praca!” – wow!
„Ok bierzemy klucze za które płacisz 35e” – moi drodzy nie placiliscie za te klucze. Jest to kaucja ZWROTNA. Czyli zwracamy ja, przy zwrocie klucza. Robimy to po to, aby wasze rzeczy na zakwaterowaniach byly bezpieczne i za klazdym razem, gdy klucz – zaginie, mogliscie dostac nowy i mieli wymieniony zamek.
„patrzę na mapy a ten adres to warsztat samochodowy!” – no bez przesady, to jest smieszne co piszecie i swiadczy o tym, ze obsluga google maps, nie jest na najwyzszsym poziomie.
Calej reszty, nie bede komentowac, typu komentarzy na temat rozgladajacej sie padliny – tautologia? Albo „brak łazienki było jedynie pomieszczenie z prysznicem” – dla waszej wiadomosci, tak w wiekszosci wygladaja lazienki w holandii, mianowicie nie maja kabiny prysznicowej tylko otwarta przestrzen. Jest to sposob w jaki buduje sie lazienki w holandii 
W razie pytan, prosze o kontakt z biurem, moge wyslac wam regulamin zanim przyjedziecie, zebyscie mogli sie DOKLADNIE zorientowac, jak wyglada praca u nas.
[email protected]
0630090427
użytkownik
10 lis (9 dni temu)
Mauzoleum

Tadź Mahal jest najbardziej znanym mauzoleum, Indie

Mauzoleum w Halikarnasie

Mauzoleum cesarza Hadriana, Rzym

Mauzoleum Jana Ziębickiego w Starym Wielisławiu
Mauzoleum (gr. mausoleion, łac. mausoleum) – rodzaj grobowca w formie monumentalnej, samodzielnej budowli o bogatym wystroju architektonicznym. Spotykane są również niebędące miejscem ostatniego spoczynku, symboliczne mauzolea, będące jedynie pomnikiem ku czci danej osoby.

Pierwszym znanym mauzoleum jest wybudowany w IV wieku p.n.e. grobowiec króla Mauzolosa w Halikarnasie. Od imienia tego króla pochodzi nazwa wzorowanych na jego grobowcu późniejszych obiektów tego typu.

Przykłady mauzoleów Edytuj
Mauzoleum Lenina w Moskwie
Mauzoleum Ofiar Rewolucji na Polu Marsowym w Sankt Petersburgu
Mauzoleum Kim Ir Sena w Pjongjangu
Mauzoleum Strażnika Morza w Gdyni – zburzone w czasie II wojny światowej
Kaplica Moskiewska w Warszawie – mauzoleum cara Wasyla Szujskiego (wybudowane 1620 – rozebrane 1818)
Mauzoleum na terenie byłego obozu koncentracyjnego "Majdanek" w Lublinie
Mauzoleum Hindenburga – niem. Tannenberg-Denkmal koło wsi Sudwa – pomnik zwycięstwa niemieckiego nad armią rosyjską w sierpniu 1914 w Prusach – nazywanej bitwą pod Tannenbergiem
mauzoleum Valle de los Caidos w Dolinie Poległych w Hiszpanii, upamiętniające poległych (gł. żołnierzy generała Franco) w wojnie domowej 1936–1939
Mauzoleum Augusta - I wiek p.n.e.
mauzoleum Hadriana (zamek Świętego Anioła) w Rzymie – II wiek
Mauzoleum Konstancji w Rzymie
mauzoleum Piastów Śląskich w Legnicy.
Mauzoleum Lincolna w Waszyngtonie
mauzoleum Tadź Mahal w Indiach
Grobowce Saadytów w Marrakeszu
Mauzoleum Che Guevary w Santa Clara
Mauzoleum rodziny Dietlów w Sosnowcu
Mauzoleum w Wałbrzychu
Mauzoleum Piastów Śląskich w Krzeszowie
Mauzoleum gen. Gustawa Orlicz-Dreszera w Gdyni
Mauzoleum rodziny Schaffgotschów w Raszowie
Mauzoleum Książąt Żagańskich (kościół pw. Świętego Krzyża ) w Żaganiu
Mauzoleum Potockich w Wilanowie
Zobacz też Edytuj
cenotaf
karner
ossuarium
Bibliografia Edytuj
Witold Szolginia: Architektura. Warszawa: Sigma NOT, 1992, s. 98. ISBN 83-85001-89-1.
Kontrola autorytatywna (burial or funerary monument or structure):
LCCN: sh85082332
GND: 4169153-2
BNCF: 13473
WorldCatMauzoleum

Tadź Mahal jest najbardziej znanym mauzoleum, Indie

Mauzoleum w Halikarnasie

Mauzoleum cesarza Hadriana, Rzym

Mauzoleum Jana Ziębickiego w Starym Wielisławiu
Mauzoleum (gr. mausoleion, łac. mausoleum) – rodzaj grobowca w formie monumentalnej, samodzielnej budowli o bogatym wystroju architektonicznym. Spotykane są również niebędące miejscem ostatniego spoczynku, symboliczne mauzolea, będące jedynie pomnikiem ku czci danej osoby.

Pierwszym znanym mauzoleum jest wybudowany w IV wieku p.n.e. grobowiec króla Mauzolosa w Halikarnasie. Od imienia tego króla pochodzi nazwa wzorowanych na jego grobowcu późniejszych obiektów tego typu.

Przykłady mauzoleów Edytuj
Mauzoleum Lenina w Moskwie
Mauzoleum Ofiar Rewolucji na Polu Marsowym w Sankt Petersburgu
Mauzoleum Kim Ir Sena w Pjongjangu
Mauzoleum Strażnika Morza w Gdyni – zburzone w czasie II wojny światowej
Kaplica Moskiewska w Warszawie – mauzoleum cara Wasyla Szujskiego (wybudowane 1620 – rozebrane 1818)
Mauzoleum na terenie byłego obozu koncentracyjnego "Majdanek" w Lublinie
Mauzoleum Hindenburga – niem. Tannenberg-Denkmal koło wsi Sudwa – pomnik zwycięstwa niemieckiego nad armią rosyjską w sierpniu 1914 w Prusach – nazywanej bitwą pod Tannenbergiem
mauzoleum Valle de los Caidos w Dolinie Poległych w Hiszpanii, upamiętniające poległych (gł. żołnierzy generała Franco) w wojnie domowej 1936–1939
Mauzoleum Augusta - I wiek p.n.e.
mauzoleum Hadriana (zamek Świętego Anioła) w Rzymie – II wiek
Mauzoleum Konstancji w Rzymie
mauzoleum Piastów Śląskich w Legnicy.
Mauzoleum Lincolna w Waszyngtonie
mauzoleum Tadź Mahal w Indiach
Grobowce Saadytów w Marrakeszu
Mauzoleum Che Guevary w Santa Clara
Mauzoleum rodziny Dietlów w Sosnowcu
Mauzoleum w Wałbrzychu
Mauzoleum Piastów Śląskich w Krzeszowie
Mauzoleum gen. Gustawa Orlicz-Dreszera w Gdyni
Mauzoleum rodziny Schaffgotschów w Raszowie
Mauzoleum Książąt Żagańskich (kościół pw. Świętego Krzyża ) w Żaganiu
Mauzoleum Potockich w Wilanowie
Zobacz też Edytuj
cenotaf
karner
ossuarium
Bibliografia Edytuj
Witold Szolginia: Architektura. Warszawa: Sigma NOT, 1992, s. 98. ISBN 83-85001-89-1.
Kontrola autorytatywna (burial or funerary monument or structure):
LCCN: sh85082332
GND: 4169153-2
BNCF: 13473
WorldCat
użytkownik
21 paź (29 dni temu)
21 paź (29 dni temu)
Nie tylko zamek popada w riune Wiekszosc budynkow browaru to najladniesze zabytki w Namyslowie i niestety to wszystko bez wyjątku popada w riune Koszta remomtu bylyby astronomiczne byc moze konserwator zanytkow naciska wiec moze jest to jeden z powodów sprzedazy
Wezma kase zainwestuja ja gdzie indziej a klopot z glowy
użytkownik
13 paź (miesiąc temu)
13 paź (miesiąc temu)
Co do kierownika to sie nie wypowiem bo nie mnie to oceniac. Ale faktycznie na podwyżki trzeba sobie zasłużyć,wspominam prace na handlingu dość dobrze,tyle,że w tedy na rozpaku zwracalismy uwage jaki kolor i odcień ma towar który rozpakowujemy,czy nie jest brudny i liczilismy wszystko nawet czasem pare razy,jak na druk szly plecki czy torby to musielismy je otwierac i jeszcze czasem latac na druk dowiadywać sie ,ktory zamek mamy otworzyc. Teraz jestem na druku i szlag mnie trafia jak polowa zlecenia zjedzie mi brudna lub w innym kolorze lub wogole nie zjedzie i musze latac i szukac tych kartonów... Także mam nadzieję,ze nowy kierownik zaprowadzi handling na taki poziom jaki był na Chorzowie,lub wyżej
użytkownik
7 paź (miesiąc temu)
7 paź (miesiąc temu)
an Tadeusz, czyli Ostatni zajazd na Litwie – poemat epicki Adama Mickiewicza wydany w dwóch tomach w 1834 w Paryżu przez Aleksandra Jełowickiego[1][2].

Ta epopeja narodowa z elementami gawędy szlacheckiej powstała w latach 1832–1834 w Paryżu. Składa się z dwunastu ksiąg pisanych wierszem, trzynastozgłoskowym aleksandrynem polskim. Czas akcji: pięć dni z roku 1811 i dwa dni z roku 1812.

Epopeja jest stałą pozycją na polskiej liście lektur szkolnych. W 2012 była publicznie odczytywana w akcji społecznej propagującej znajomość literatury polskiej Narodowe Czytanie Pana Tadeusza[3].

Rękopis Pana Tadeusza od 1999 znajduje się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W 2014 został wpisany na Polską Listę Krajową Programu UNESCO Pamięć Świata[4].
Spis treści

1 Okoliczności powstania utworu
2 Postacie
3 Księgi
4 Wątki
5 Epopeiczność utworu
6 Przekłady na języki obce
7 Adaptacje
8 Najstarsze egzemplarze
9 Zobacz też
10 Przypisy
11 Bibliografia
12 Linki zewnętrzne

Okoliczności powstania utworu

Według Józefa Bohdana Zaleskiego, przyjaciela Adama Mickiewicza, pomysł „poematu sielskiego” narodził się już w 1831 podczas pobytu wieszcza w Wielkopolsce. Poeta miał rozpocząć go od opisu dworku szlacheckiego[5]. Z kolei Józef Grabowski, właściciel wsi Łukowo, utrzymywał później, że to w jego miejscowości Mickiewicz powziął postanowienie napisania Pana Tadeusza. Dokładne fakty na ten temat jednak nie są znane. Badacze przypuszczają, że poeta napisał wówczas około sto kilkadziesiąt wersów opisujących Soplicowo (w ostatecznym kształcie fragment ten ma się kończyć na 174 wersie I księgi)[6]. Poeta jednak – po napisaniu tego fragmentu – nie rozwijał tekstu przez kilkanaście następnych miesięcy.

Na początku grudnia 1832 roku (przebywając już w Paryżu) napisał list do przyjaciela, w którym informował o rozpoczętych intensywnych pracach nad poematem. Tekst utworu powstawał bardzo szybko – 12 stycznia 1833 roku Mickiewicz donosił w listach, że napisał już „dwie wielkie pieśni”. Następnie przerwał prace aż do 6 maja, kiedy narodziła się pieśń trzecia. Pod koniec tego samego miesiąca ukończył już część czwartą. Nastąpiła wówczas kolejna kilkumiesięczna przerwa w tworzeniu Pana Tadeusza, spowodowana chorobą poety, opieką nad Stefanem Garczyńskim oraz podróżami. 13 listopada tego samego roku informował w liście, że dokończył pieśń piątą, a od tamtego momentu prace nad epopeją trwały już bez dłuższych przerw: Mickiewicz napisał wówczas w ciągu trzech miesięcy siedem kolejnych ksiąg. Zakończenie twórczej pracy ogłosił 13 lutego 1834 roku. Rękopis[7] został natychmiast przekazany do druku, który ukończono 17 czerwca tego samego roku[8].
Postacie

Bohaterem poematu jest głównie szlachta polska. Między innymi:

Jacek Soplica (ksiądz Robak) – ojciec Tadeusza Soplicy, zabójca Stolnika, przybiera tożsamość mnicha i planuje powstanie przeciw Moskalom,
Tadeusz Soplica – tytułowy bohater epopei, dwudziestojednoletni chłopak, syn Jacka Soplicy,
Zosia – córka Ewy Horeszkówny, zakochana w Tadeuszu Soplicy,
Sędzia Soplica – gospodarz Soplicowa, brat Jacka, zagorzały patriota,
Telimena – elegancka opiekunka Zosi, była mieszkanka Petersburga,
Hrabia – adwersarz sędziego w sporze o zamek po Horeszkach, daleki krewny tego rodu. Sędzia kwestionuje jego prawa do zamku mówiąc „On Horeszkom dziesiąta woda na kisielu” (księga VI, werset 169). Jego dokładne związki z tym rodem omawia Gerwazy na początku swej opowieści o historii zamku. Jego słowa:

W Panu krew Horeszków płynie,
Jesteś krewnym Stolnika po matce Łowczynie,
Która się rodzi z drugiej córki Kasztelana,
Który był, jak wiadomo, wujem mego Pana.

(księga II, wersety 258–261) uzupełnione o wiadomości z przedśmiertnej spowiedzi Jacka Soplicy dają podstawy do nakreślenia takiego oto drzewa genealogicznego:







Hrabia





Zosia (ukochana Tadeusza Soplicy)
































Łowczyna (matka hrabiego)



































1 córka kasztelana

2 córka kasztelana





Stolnik






































Kasztelan (wuj stolnika)



Ciotka stolnika





Ojciec stolnika









































Dziadek stolnika

Kolorem czerwonym zostali oznaczeni Horeszkowie, a zielonym ich krewni noszący inne nazwiska. Kluczem do nakreślenia tego drzewa w takiej właśnie, a nie innej formie jest właściwe zrozumienie słowa „wuj” w wypowiedzi Gerwazego. Otóż nie może to być brat matki ani mąż siostry matki, wtedy bowiem w hrabim nie mogłaby płynąć krew Horeszków. Brat ojca też nie, bo w XIX wieku taką osobę nazywano stryjem i nie mylono tych pojęć. Pozostaje jedynie mąż siostry ojca.

Gerwazy Rębajło – klucznik Horeszków (służył jeszcze Stolnikowi),
Protazy – woźny Soplicowa,
Jankiel – karczmarz, Ż
użytkownik
16 wrz (2 miesiące temu)
16 wrz (2 miesiące temu)
Idealnych firm nie ma tylko ludzie wybierają sobie niewłaściwą pracę i stąd to niezadowolenie!
użytkownik
11 wrz (2 miesiące temu)
11 wrz (2 miesiące temu)
Fakty są takie, że temu przedsiębiorstwu potrzeba lepszego zarządzania i warunków pracy. Obecny pracodawca nie zna podstawowych zasad zarządzania personelem. Do póki nie zmienią warunków pracy i płacy omijać to miejsce szerokim łukiem.
użytkownik
10 wrz (2 miesiące temu)
10 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949

W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z

niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się.

— Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się złodzieje. Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za

nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przechow
użytkownik
10 wrz (2 miesiące temu)
10 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949

W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z

niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się.

— Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się złodzieje. Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za

nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przechow
użytkownik
10 wrz (2 miesiące temu)
10 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949

W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z

niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się.

— Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się złodzieje. Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za

nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przechow
użytkownik
10 wrz (2 miesiące temu)
10 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949

W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z

niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się.

— Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się złodzieje. Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za

nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przechow
użytkownik
9 wrz (2 miesiące temu)
9 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949 W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew- 7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się. — Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa- 8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się xxxxxxx Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przecho
użytkownik
9 wrz (2 miesiące temu)
9 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949 W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew- 7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się. — Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa- 8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się xxxxxxx Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przecho
użytkownik
9 wrz (2 miesiące temu)
9 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949 W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew- 7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się. — Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa- 8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się xxxxxxx Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przecho
użytkownik
9 wrz (2 miesiące temu)
9 wrz (2 miesiące temu)
ARKADY GAJDAR CZUK I HEK Przełożyła DANUTA WAWIŁOW Ilustrowała MARIA MACKIEWICZ NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 Tytuł oryginału rosyjskiego „Czuk i Gek" © Copyright for the Polish edition by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia", Warszawa 1949 W lesie, w pobliżu Błękitnych Gór, żył sobie pewien człowiek. Pracował wiele, ale pracy nie ubywało, toteż nie mógł wybrać się do domu na urlop. Wreszcie z nadejściem zimy zupełnie go zmogła tęsknota. Poprosił więc swoje władze o zgodę i napisał list do żony, aby razem z dziećmi przyjechała do niego z wizytą. Dzieci miał dwoje — Czuka i Heka. Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie. Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy. Miasto to, oczywiście, nazywało się Moskwa. 5 W chwili gdy listonosz z listem wchodził po schodach, Czuk i Hek właśnie prowadzili ze sobą wojnę. Ściślej mówiąc, po prostu wrzeszczeli i tłukli się ile wlezie. 0 co im poszło, już nie pamiętam. Być może Czuk ściągnął Hekowi puste pudełko od zapałek lub też na odwrót, Hek zabrał Czukowi puste pudełeczko po paście do butów. Właśnie przed chwilą bracia, obdarzywszy się solidną porcją szturchańców, zamierzali powtórzyć tę czynność od początku, kiedy rozległ się dzwonek. Chłopcy z niepokojem spojrzeli po sobie. Pomyśleli, że to idzie mama. A mama miała dziwny charakter. Nigdy nie krzyczała na nich za bijatyki ani nie stawiała do kąta, tylko po prostu odsyłała urwisów do różnych pokoi i przez godzinę albo i dłużej nie pozwalała im się bawić razem. A w jednej godzinie mieści się — tik, tak, tik, tak — sześćdziesiąt minut. A w dwóch godzinach jeszcze więcej. Dlatego też bracia prędko otarli łzy i pobiegli do drzwi. Jak się jednak okazało, nie była to mama, lecz listonosz z listem. Chłopcy zawołali: — To list od taty! Tak, tak, na pewno od taty! Tata niedługo przyjedzie! 1 z radości zaczęli skakać, biegać, fikać kozły na kanapie. Bo chociaż Moskwa jest najpiękniejszym miastem na świecie, to jednak gdy taty od roku nie ma w domu, nawet Moskwa może obrzydnąć. Tak się rozbrykali, że nie zauważyli nawet, jak przyszła mama. Mama bardzo się zdziwiła, widząc obu swoich wspaniałych synów leżących na plecach, wrzeszczących i tłukących obcasami w ścianę tak mocno, że trzęsły się zawieszone na niej obrazy i huczała sprężyna w zegarze ściennym. 6 Ale kiedy dowiedziała się, skąd ta radość, nie rozgniewała się na synów, tylko zepchnęła ich z kanapy. Wszystkim wiadomo, że listy bywają wesołe albo smutne, dlatego w czasie gdy matka czytała, Czuk i Hek z uwagą śledzili wyraz jej twarzy. Początkowo matka nachmurzyła się i chłopcy też się nachmurzyli. Potem uśmiechnęła się, doszli więc do wniosku, że list musi być wesoły. — Ojciec nie przyjedzie — powiedziała matka, odkładając list. — Ma jeszcze dużo pracy i nie puszczą go teraz do Moskwy. Czuk i Hek spojrzeli po sobie zawiedzeni. List, jak się okazało, był tak smutny, że już bardziej nie można. Nadąsali się więc, równocześnie pociągnęli nosami i gniew- 7 nie spojrzeli na matkę, która nie wiadomo dlaczego uśmiechała się. — Ojciec nie przyjedzie — ciągnęła matka — ale zaprasza nas wszystkich do siebie w odwiedziny. Czuk i Hek zerwali się z kanapy. — Cóż za dziwak z tego waszego ojca! — westchnęła matka. — Łatwo mu powiedzieć „przyjedźcie". Jakby wystarczyło wsiąść do tramwaju i pojechać! — No właśnie! — podchwycił Czuk. — Jeśli tata tak pisze, to wsiądźmy i jedźmy. — Głuptasie — powiedziała matka. — Tam się jedzie tysiące kilometrów pociągiem. A potem, przez tajgę, saniami zaprzężonymi w konie. A w tajdze są wilki i niedźwiedzie. Pomyśleć tylko, co za zwariowany pomysł! — Hurra! — Czuk i Hek bez wahania oświadczyli, że gotowi są jechać nie tylko tysiąc, ale nawet sto tysięcy kilometrów i niczego się nie boją. Rozmawiali długo, wymachując rękami, tupiąc i podskakując, a matka słuchała ich w milczeniu. Wreszcie roześmiała się, schwyciła obu synów na ręce, zakręciła się po pokoju, a potem runęła wraz z nimi na kanapę. Bo matka już od dawna oczekiwała tego listu i tylko droczyła się z Czukiem i Hekiem — taki już miała charakter. Minął cały tydzień, zanim matka przygotowała wszystko do drogi. Czuk i Hek również nie tracili czasu na próżno. Czuk zmajstrował sobie sztylet z noża kuchennego, a Hek znalazł gładki kij, wbił weń gwóźdź i w ten sposób stał się właścicielem dzidy. Dzida ta była tak mocna, że gdyby przekłuć skórę niedźwiedzia, a potem wbić mu tę dzidę prosto w serce, to niedźwiedź natychmiast przestałby żyć. Wreszcie przygotowania były ukończone. Bagaż spakowa- 8 no, na drzwiach zamocowano drugi zamek, aby do mieszkania nie zakradli się xxxxxxx Wymieciono z szafy resztki chleba, mąki i kaszy, żeby myszy się nie zalęgły. W końcu matka pojechała na dworzec kupić bilety na wieczorny pociąg, który odchodził 'nazajutrz. A wtedy Czuk i Hek pokłócili się. Ach, gdyby mogli przewidzieć, jak smutno skończy się ta kłótnia, nie kłóciliby się za nic w świecie. Zapobiegliwy Czuk miał płaskie metalowe pudełeczko, w którym przecho
użytkownik
9 wrz (2 miesiące temu)
9 wrz (2 miesiące temu)
Rozdział I - Dzień walki.
Już czas…
Bestia ma się zjawić lada chwila.
Zdecydowałeś…
Zdecydowałeś by walczyć.
Po tym, jak całe miasto zostało ewakuowane, tylko ty możesz stawić jej czoła.
Po wejściu do zbrojowni, twoim oczom ukazuje się rozmaity rynsztunek.
Znajdują się tu łuki, miecze, topory, oraz wszelkiego rodzaju magiczne runy.
Twoją uwagę przykuł miecz obosieczny. Nie za długi, nie za krótki, wprost idealny.
Do twojego arsenału można zaliczyć także sztylet, kuszę, oraz parę bełtów.
Wiedziałeś że miesiąc nauki, to za mało aby pokonać smoka,
lecz nie miałeś wyboru.
Następnym miejscem, do którego się udałeś była biblioteka.
Znajdowały się tam księgi magiczne, jak i te zwyczajne.
Lecz ciebie interesowała tylko jedna.
“Księga Smoków”
Od setek lat była w niej zapisywana cała wiedza na temat smoków,
jaką znała ludzkość.
Była to tylko kopia, bowiem nikt do końca nie wie, gdzie jest oryginał.
Po minucie wertowania kartek, nareszcie znalazłeś to, czego szukałeś.
“Władca Smoków”
Rasa: Królewska
Runy: Nieznane
Wygląd: Jego skóra posiada właściwości odbijające otoczenie,
porównywane do tafli wody.
Występowanie: Brak dokładniejszych danych.
Słaby punkt: Nieznany
Żywotność: Nieznana
Poziom zagrożenia: III
Nie znalazłszy tego, czego szukałeś postanowiłeś księgę na miejsce. Miałeś już udać się przed zamek, gdy twoją uwagę przykuła księga z nazwą “Klątwy”
Po przeczytaniu paru kartek odłożyłeś ją na miejsce, a następnie udałeś się na plac, gdzie miał wylądować smok. Miałeś już aż nadto czasu, aby to wszystko rozplanować. Byłeś gotów.
Rozdział II.- Starcie z potworem.
Po około godzinie, do twoich uszu dobiegł przeraźliwy ryk.
Smok zrobił okrążenie dookoła miasta, po czym zanurkował w stronę miasta.
Gdy ten wreszcie uderzył w barierę rozległ się głośny huk, lecz ta nawet nie pękła.
Sfrustrowana bestia wyzionęła niebieskawym promieniem wprost w barierę.
Po paru sekundach można było dostrzec, jak jej warstwy spadają na ziemię, aby następnie zamienić się w szary pył.
Smoczysko odfrunęło, po czym ponownie zapikowało w stronę bariery.
Tym razem bariera ustąpiła z ogłuszającym trzaskiem, wpuszczając bestię
do miasta.
Po wylądowaniu na drugiej stronie zamkowego dziedzińca, bestia przemówiła
w twej głowie.
-Czy mam to potraktować jako twą odpowiedź?
-Zgadza się. Nie mam zamiaru zdradzać przyjaciółki tylko dla władzy.
-A więc dobrze, uprzedzam cię jednak, że nie masz ze mną najmniejszych szans.
-Tego jeszcze nie wiesz.
- A więc uświadomię cię, że wiem.
Po tych słowach smok zaszarżował w twoją stronę.
Po wyciągnięciu runy światła wyrzuciłeś ją szybko przed siebie,
po czym wypowiedziałeś pierwsze zaklęcie:
-lux exitium!
Runa rozpadła się na sześć pocisków, które wybuchły od razu po zetknięciu się z bestią jednakże niewiele jej zrobiły,
pozostawiając jedynie ogromną chmurę dymu.
Mając niewiele czasu szybko zrobiłeś unik. Podczas mijania się z bestią
wystrzeliłeś wiązkę runy światła, po czym ukryłeś wśród dymu, będącego pozostałością po niedawnym wybuchu.
Odbita promieniem bestia poleciała w stronę zamku,
całkowicie niszcząc jego ścianę.
Zdenerwowane smoczysko wyleciało z gruzowisk, po czym wyzionęło niebieskawy płomień, zaczynając od lewej strony dymu.
Gdy tylko płomień był już blisko, postanowiłeś wypowiedzieć kolejne zaklęcie.
-obice vitae! - Wokół ciebie utworzyła się bariera, przypominająca szkło
zabarwione na zielono. Okazało się, że płomienie są aż nadto skuteczne
na tego rodzaju bariery, bowiem utrzymanie jej kosztowało cię sporo energii magicznej. Gdy ta się wyczerpie, zaklęcie będzie pobierało moc z zwykłej energii życiowej a gdy tak się stanie, nie będziesz miał siły na atak.
Musisz działać szybko.
-A więc dobrze - Powiedziałeś z uśmiechem.
-catenarum de morte!
Nagle w losowych miejscach na placu pojawiły się czarne łańcuchy które niczym z procy, skutecznie unieruchomiły bestię. Pobierały one część energii magicznej bestii, aby następnie wykorzystać ją do samowzmocnienia.
Gdybyś chciał rzucić kolejne zaklęcie, spowodowałoby to zakończenie zaklęcia powodującego łańcuchy, to był jego największy minus.
Musiałeś więc zaatakować mieczem.
Pobiegłeś w stronę bestii, z zamiarem odcięcia jej łba.
Poniosło cię, adrenalina zaćmiła twój zdrowy rozsądek. Biegłeś wprost na smoka, nie zważając na to, że ten może się jeszcze obronić.
Z pyska bestii wydostał się przeraźliwy płomień, który poleciał prosto na ciebie.
Byłoby już po tobie, jednakże zrobiłeś szybki unik. Temperatura koło płomienia była przeraźliwie wielka. Nie miałeś wyboru.
-Aqua destruit dolore!- Wypowiedziałeś kolejne zaklęcie.
Dookoła ciebie utworzyła się bańka wypełniona wodą, dzięki której zbroja się nie nagrzała do zbyt wysokiej temperatury, a twe ciało nie doznało oparzeń.
-Spędziłeś cały miesiąc na nauce walki oraz magii, lecz to nie zastąpi
długoletnich ćwiczeń. Czuję jak twa energia magiczna słabnie. -
W głosie smoka była wyczuwalna pycha.
-Zapomniał
użytkownik
9 wrz (2 miesiące temu)
9 wrz (2 miesiące temu)
Rozdział I - Dzień walki.
Już czas…
Bestia ma się zjawić lada chwila.
Zdecydowałeś…
Zdecydowałeś by walczyć.
Po tym, jak całe miasto zostało ewakuowane, tylko ty możesz stawić jej czoła.
Po wejściu do zbrojowni, twoim oczom ukazuje się rozmaity rynsztunek.
Znajdują się tu łuki, miecze, topory, oraz wszelkiego rodzaju magiczne runy.
Twoją uwagę przykuł miecz obosieczny. Nie za długi, nie za krótki, wprost idealny.
Do twojego arsenału można zaliczyć także sztylet, kuszę, oraz parę bełtów.
Wiedziałeś że miesiąc nauki, to za mało aby pokonać smoka,
lecz nie miałeś wyboru.
Następnym miejscem, do którego się udałeś była biblioteka.
Znajdowały się tam księgi magiczne, jak i te zwyczajne.
Lecz ciebie interesowała tylko jedna.
“Księga Smoków”
Od setek lat była w niej zapisywana cała wiedza na temat smoków,
jaką znała ludzkość.
Była to tylko kopia, bowiem nikt do końca nie wie, gdzie jest oryginał.
Po minucie wertowania kartek, nareszcie znalazłeś to, czego szukałeś.
“Władca Smoków”
Rasa: Królewska
Runy: Nieznane
Wygląd: Jego skóra posiada właściwości odbijające otoczenie,
porównywane do tafli wody.
Występowanie: Brak dokładniejszych danych.
Słaby punkt: Nieznany
Żywotność: Nieznana
Poziom zagrożenia: III
Nie znalazłszy tego, czego szukałeś postanowiłeś księgę na miejsce. Miałeś już udać się przed zamek, gdy twoją uwagę przykuła księga z nazwą “Klątwy”
Po przeczytaniu paru kartek odłożyłeś ją na miejsce, a następnie udałeś się na plac, gdzie miał wylądować smok. Miałeś już aż nadto czasu, aby to wszystko rozplanować. Byłeś gotów.
Rozdział II.- Starcie z potworem.
Po około godzinie, do twoich uszu dobiegł przeraźliwy ryk.
Smok zrobił okrążenie dookoła miasta, po czym zanurkował w stronę miasta.
Gdy ten wreszcie uderzył w barierę rozległ się głośny huk, lecz ta nawet nie pękła.
Sfrustrowana bestia wyzionęła niebieskawym promieniem wprost w barierę.
Po paru sekundach można było dostrzec, jak jej warstwy spadają na ziemię, aby następnie zamienić się w szary pył.
Smoczysko odfrunęło, po czym ponownie zapikowało w stronę bariery.
Tym razem bariera ustąpiła z ogłuszającym trzaskiem, wpuszczając bestię
do miasta.
Po wylądowaniu na drugiej stronie zamkowego dziedzińca, bestia przemówiła
w twej głowie.
-Czy mam to potraktować jako twą odpowiedź?
-Zgadza się. Nie mam zamiaru zdradzać przyjaciółki tylko dla władzy.
-A więc dobrze, uprzedzam cię jednak, że nie masz ze mną najmniejszych szans.
-Tego jeszcze nie wiesz.
- A więc uświadomię cię, że wiem.
Po tych słowach smok zaszarżował w twoją stronę.
Po wyciągnięciu runy światła wyrzuciłeś ją szybko przed siebie,
po czym wypowiedziałeś pierwsze zaklęcie:
-lux exitium!
Runa rozpadła się na sześć pocisków, które wybuchły od razu po zetknięciu się z bestią jednakże niewiele jej zrobiły,
pozostawiając jedynie ogromną chmurę dymu.
Mając niewiele czasu szybko zrobiłeś unik. Podczas mijania się z bestią
wystrzeliłeś wiązkę runy światła, po czym ukryłeś wśród dymu, będącego pozostałością po niedawnym wybuchu.
Odbita promieniem bestia poleciała w stronę zamku,
całkowicie niszcząc jego ścianę.
Zdenerwowane smoczysko wyleciało z gruzowisk, po czym wyzionęło niebieskawy płomień, zaczynając od lewej strony dymu.
Gdy tylko płomień był już blisko, postanowiłeś wypowiedzieć kolejne zaklęcie.
-obice vitae! - Wokół ciebie utworzyła się bariera, przypominająca szkło
zabarwione na zielono. Okazało się, że płomienie są aż nadto skuteczne
na tego rodzaju bariery, bowiem utrzymanie jej kosztowało cię sporo energii magicznej. Gdy ta się wyczerpie, zaklęcie będzie pobierało moc z zwykłej energii życiowej a gdy tak się stanie, nie będziesz miał siły na atak.
Musisz działać szybko.
-A więc dobrze - Powiedziałeś z uśmiechem.
-catenarum de morte!
Nagle w losowych miejscach na placu pojawiły się czarne łańcuchy które niczym z procy, skutecznie unieruchomiły bestię. Pobierały one część energii magicznej bestii, aby następnie wykorzystać ją do samowzmocnienia.
Gdybyś chciał rzucić kolejne zaklęcie, spowodowałoby to zakończenie zaklęcia powodującego łańcuchy, to był jego największy minus.
Musiałeś więc zaatakować mieczem.
Pobiegłeś w stronę bestii, z zamiarem odcięcia jej łba.
Poniosło cię, adrenalina zaćmiła twój zdrowy rozsądek. Biegłeś wprost na smoka, nie zważając na to, że ten może się jeszcze obronić.
Z pyska bestii wydostał się przeraźliwy płomień, który poleciał prosto na ciebie.
Byłoby już po tobie, jednakże zrobiłeś szybki unik. Temperatura koło płomienia była przeraźliwie wielka. Nie miałeś wyboru.
-Aqua destruit dolore!- Wypowiedziałeś kolejne zaklęcie.
Dookoła ciebie utworzyła się bańka wypełniona wodą, dzięki której zbroja się nie nagrzała do zbyt wysokiej temperatury, a twe ciało nie doznało oparzeń.
-Spędziłeś cały miesiąc na nauce walki oraz magii, lecz to nie zastąpi
długoletnich ćwiczeń. Czuję jak twa energia magiczna słabnie. -
W głosie smoka była wyczuwalna pycha.
-Zapomniał
użytkownik
9 wrz (2 miesiące temu)
9 wrz (2 miesiące temu)
Rozdział I - Dzień walki.
Już czas…
Bestia ma się zjawić lada chwila.
Zdecydowałeś…
Zdecydowałeś by walczyć.
Po tym, jak całe miasto zostało ewakuowane, tylko ty możesz stawić jej czoła.
Po wejściu do zbrojowni, twoim oczom ukazuje się rozmaity rynsztunek.
Znajdują się tu łuki, miecze, topory, oraz wszelkiego rodzaju magiczne runy.
Twoją uwagę przykuł miecz obosieczny. Nie za długi, nie za krótki, wprost idealny.
Do twojego arsenału można zaliczyć także sztylet, kuszę, oraz parę bełtów.
Wiedziałeś że miesiąc nauki, to za mało aby pokonać smoka,
lecz nie miałeś wyboru.
Następnym miejscem, do którego się udałeś była biblioteka.
Znajdowały się tam księgi magiczne, jak i te zwyczajne.
Lecz ciebie interesowała tylko jedna.
“Księga Smoków”
Od setek lat była w niej zapisywana cała wiedza na temat smoków,
jaką znała ludzkość.
Była to tylko kopia, bowiem nikt do końca nie wie, gdzie jest oryginał.
Po minucie wertowania kartek, nareszcie znalazłeś to, czego szukałeś.
“Władca Smoków”
Rasa: Królewska
Runy: Nieznane
Wygląd: Jego skóra posiada właściwości odbijające otoczenie,
porównywane do tafli wody.
Występowanie: Brak dokładniejszych danych.
Słaby punkt: Nieznany
Żywotność: Nieznana
Poziom zagrożenia: III
Nie znalazłszy tego, czego szukałeś postanowiłeś księgę na miejsce. Miałeś już udać się przed zamek, gdy twoją uwagę przykuła księga z nazwą “Klątwy”
Po przeczytaniu paru kartek odłożyłeś ją na miejsce, a następnie udałeś się na plac, gdzie miał wylądować smok. Miałeś już aż nadto czasu, aby to wszystko rozplanować. Byłeś gotów.
Rozdział II.- Starcie z potworem.
Po około godzinie, do twoich uszu dobiegł przeraźliwy ryk.
Smok zrobił okrążenie dookoła miasta, po czym zanurkował w stronę miasta.
Gdy ten wreszcie uderzył w barierę rozległ się głośny huk, lecz ta nawet nie pękła.
Sfrustrowana bestia wyzionęła niebieskawym promieniem wprost w barierę.
Po paru sekundach można było dostrzec, jak jej warstwy spadają na ziemię, aby następnie zamienić się w szary pył.
Smoczysko odfrunęło, po czym ponownie zapikowało w stronę bariery.
Tym razem bariera ustąpiła z ogłuszającym trzaskiem, wpuszczając bestię
do miasta.
Po wylądowaniu na drugiej stronie zamkowego dziedzińca, bestia przemówiła
w twej głowie.
-Czy mam to potraktować jako twą odpowiedź?
-Zgadza się. Nie mam zamiaru zdradzać przyjaciółki tylko dla władzy.
-A więc dobrze, uprzedzam cię jednak, że nie masz ze mną najmniejszych szans.
-Tego jeszcze nie wiesz.
- A więc uświadomię cię, że wiem.
Po tych słowach smok zaszarżował w twoją stronę.
Po wyciągnięciu runy światła wyrzuciłeś ją szybko przed siebie,
po czym wypowiedziałeś pierwsze zaklęcie:
-lux exitium!
Runa rozpadła się na sześć pocisków, które wybuchły od razu po zetknięciu się z bestią jednakże niewiele jej zrobiły,
pozostawiając jedynie ogromną chmurę dymu.
Mając niewiele czasu szybko zrobiłeś unik. Podczas mijania się z bestią
wystrzeliłeś wiązkę runy światła, po czym ukryłeś wśród dymu, będącego pozostałością po niedawnym wybuchu.
Odbita promieniem bestia poleciała w stronę zamku,
całkowicie niszcząc jego ścianę.
Zdenerwowane smoczysko wyleciało z gruzowisk, po czym wyzionęło niebieskawy płomień, zaczynając od lewej strony dymu.
Gdy tylko płomień był już blisko, postanowiłeś wypowiedzieć kolejne zaklęcie.
-obice vitae! - Wokół ciebie utworzyła się bariera, przypominająca szkło
zabarwione na zielono. Okazało się, że płomienie są aż nadto skuteczne
na tego rodzaju bariery, bowiem utrzymanie jej kosztowało cię sporo energii magicznej. Gdy ta się wyczerpie, zaklęcie będzie pobierało moc z zwykłej energii życiowej a gdy tak się stanie, nie będziesz miał siły na atak.
Musisz działać szybko.
-A więc dobrze - Powiedziałeś z uśmiechem.
-catenarum de morte!
Nagle w losowych miejscach na placu pojawiły się czarne łańcuchy które niczym z procy, skutecznie unieruchomiły bestię. Pobierały one część energii magicznej bestii, aby następnie wykorzystać ją do samowzmocnienia.
Gdybyś chciał rzucić kolejne zaklęcie, spowodowałoby to zakończenie zaklęcia powodującego łańcuchy, to był jego największy minus.
Musiałeś więc zaatakować mieczem.
Pobiegłeś w stronę bestii, z zamiarem odcięcia jej łba.
Poniosło cię, adrenalina zaćmiła twój zdrowy rozsądek. Biegłeś wprost na smoka, nie zważając na to, że ten może się jeszcze obronić.
Z pyska bestii wydostał się przeraźliwy płomień, który poleciał prosto na ciebie.
Byłoby już po tobie, jednakże zrobiłeś szybki unik. Temperatura koło płomienia była przeraźliwie wielka. Nie miałeś wyboru.
-Aqua destruit dolore!- Wypowiedziałeś kolejne zaklęcie.
Dookoła ciebie utworzyła się bańka wypełniona wodą, dzięki której zbroja się nie nagrzała do zbyt wysokiej temperatury, a twe ciało nie doznało oparzeń.
-Spędziłeś cały miesiąc na nauce walki oraz magii, lecz to nie zastąpi
długoletnich ćwiczeń. Czuję jak twa energia magiczna słabnie. -
W głosie smoka była wyczuwalna pycha.
-Zapomniał
Jeżeli nie odnalazłeś interesujących Cię wpisów dla hasła "zamek"
załóż nowy temat

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr
Formularz odpowiedzi
 

Chcę zamieścić
Proszę wpisać treść wiadomości (min. 10 znaków)
Wybierz zdjęcia z dysku lub przeciągnij je tutaj
możesz dodać jedno lub kilka zdjęć jednocześnie
można publikować jedynie zdjęcia w formacie JPG
maksymalna wielkość każdego zdjęcia - 4MB
dołącz:
wpisano znaków: 0
Wpisz, jak chcesz się przedstawić
Proszę uzupełnić podpis (min. 3 znaki)
E-mail
Nieprawidłowy adres e-mail
Numer telefonu
Nieprawidłowy numer telefonu
Aby wysłać wiadomość należy zaakceptować regulamin

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr  

Wczytywanie danych...
  1. Jeśli chcesz zmienić lub usunąć treść komentarza który sam dodałeś - podaj kod zgłoszenia który otrzymałeś na swój adres e-mail w chwili dodania komentarza a następnie przejdź do edycji wpisu:
  2. Jeśli nie pamiętasz/nie znasz swojego kodu zgłoszenia, a chcesz zmienić lub usunąć treść komentarza skorzystaj z poniżej przestawionej opcji:
Jeśli chcesz usunąć komentarz który wybrałeś uzupełnij swoje dane zgłaszającego, a następnie dokonaj opłaty administracyjnej w wysokości 200,00 zł za usunięcie wybranego komentarza.
* Serwis gwarantuje poufność poniżej udostępnianych danych
Wpisz swoje imię i nazwisko
Nieprawidłowy PESEL lub NIP
Wpisz miasto i kod pocztowy
Wpisz nazwę ulicy i numer domu
Nieprawidłowy adres e-mail
 

WYCIĄG Z REGULAMINU

  1. Operator nie przyjmuje i nie realizuje reklamacji oraz zgłoszeń w zakresie warstwy merytorycznej wystawianych Opinii.
  2. Reklamacje w sprawach związanych z dodawanymi Opiniami wyłącznie w zakresie ujawnienia w nich słów oraz treści posiadających charakter szykanujący, dyskryminujący, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej lub etnicznej, faszystowskich, pornograficznych, powszechnie uznane za wulgarne lub propagujące przemoc, reklamy, cenniki, ogłoszenia, oferty mogą być kierowane do Operatora za pośrednictwem formularza reklamacyjnego Serwisu dostępnego poniżej pod nazwą „ocenzuruj treści”.
  3. Osoba zgłaszająca wniosek „ocenzuruj treści” obowiązana jest do prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego, o którym mowa w powyższym punkcie, w szczególności poprzez wskazanie powodu zgłoszenia reklamacji, wykazanie zasadności reklamacji, podanie danych identyfikujących osobę zgłaszającą reklamację, w tym w szczególności imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu, podanie danych identyfikujących Opinię, której dotyczy reklamacja, a także konkretnego uzasadnienia związanego ze składaną reklamacją.
  4. Reklamacje rozpatrywane są przez Operatora w kolejności otrzymywanych zgłoszeń, w terminie 90 dni od daty otrzymania kompletnego zgłoszenia przez Operatora, pod warunkiem prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego przez zgłaszającego reklamację.
  5. Operator zastrzega, że zgłoszenia niekompletne, niezgodne z niniejszym wyciągu z regulaminu, zawierające nieprawidłowe lub nieprawdziwe informacje zostaną automatycznie usunięte z kolejki oczekujących na rozpatrzenie, bez dalszej ich weryfikacji oraz bez udzielenia odpowiedzi.
  6. Reklamacje zgłaszane w innym zakresie oraz innej formie niż wskazana w niniejszym paragrafie są automatycznie usuwane z systemu i nie są przekazywane i rozpatrzenia przez Operatora.
  7. Formularz ocenzuruj treści

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr  

  1. Operator nie przyjmuje i nie realizuje reklamacji oraz zgłoszeń w zakresie warstwy merytorycznej wystawianych Opinii.
  2. Reklamacje w sprawach związanych z dodawanymi Opiniami wyłącznie w zakresie ujawnienia w nich słów oraz treści posiadających charakter szykanujący, dyskryminujący, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej lub etnicznej, faszystowskich, pornograficznych, powszechnie uznane za wulgarne lub propagujące przemoc, reklamy, cenniki, ogłoszenia, oferty mogą być kierowane do Operatora za pośrednictwem formularza reklamacyjnego Serwisu dostępnego poniżej pod nazwą „ocenzuruj treści”.
  3. Osoba zgłaszająca wniosek „ocenzuruj treści” obowiązana jest do prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego, o którym mowa w powyższym punkcie, w szczególności poprzez wskazanie powodu zgłoszenia reklamacji, wykazanie zasadności reklamacji, podanie danych identyfikujących osobę zgłaszającą reklamację, w tym w szczególności imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu, podanie danych identyfikujących Opinię, której dotyczy reklamacja, a także konkretnego uzasadnienia związanego ze składaną reklamacją.
  4. Reklamacje rozpatrywane są przez Operatora w kolejności otrzymywanych zgłoszeń, w terminie 90 dni od daty otrzymania kompletnego zgłoszenia przez Operatora, pod warunkiem prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego przez zgłaszającego reklamację.
  5. Operator zastrzega, że zgłoszenia niekompletne, niezgodne z niniejszym wyciągu z regulaminu, zawierające nieprawidłowe lub nieprawdziwe informacje zostaną automatycznie usunięte z kolejki oczekujących na rozpatrzenie, bez dalszej ich weryfikacji oraz bez udzielenia odpowiedzi.
  6. Reklamacje zgłaszane w innym zakresie oraz innej formie niż wskazana w niniejszym paragrafie są automatycznie usuwane z systemu i nie są przekazywane i rozpatrzenia przez Operatora.
  7. Formularz ocenzuruj treści

Najpopularniejsze tematy na forum

kasjerka Piaseczno lubfarm Lublin

Lębork

Lublin

tarnowskie Góry

Głogów

Gogolin

Miechów

Proszowice

Dzierżoniów szymanski Jacek

Warszawa

Kłodzko

Hydraulik Zabrze

Kluczbork

Sopot

jastrzebie Zdrój

Tychy

Pruszków

Kraków

Wolbrom
szatniarz Warszawa

Bydgoszcz

Karpacz

Błonie

Gliwice

tatuum Opole Asystentka poszukuje pracy jako stomatologiczna miejsce wawer Warszawa

uber Kraków

uber taxyfi Kraków taxify Kraków dabrowa gornicza Walcownia wroclawskie Warszawa Bielany Tczew

Kielce

Sprzątaczka Kielce

Tarnów

Suwałki

Siechnice wlkp Grodzisk
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2018 najgorsza-praca.com.pl | regulamin