test

Opinie o Fides ECF Investment Sp.z o.o.

Korzystałeś z usług Fides ECF Investment Sp.z o.o.? A może chciałbyś pracować w tej firmie i zastanawiasz się jakie warunki oferuje pracodawca? Podziel się swoją opinią - pomoże ona innym w uzyskaniu cennych informacji!
Założył(a): Tom
Data: 2018-08-30 16:27

Wizyt: 524
Komentarzy: 24
Sortowanie: najnowsze najstarsze
autor
30 sie (3 miesiące temu)
30 sie (3 miesiące temu)

Fides ECF Investment Sp.z o.o.

Radzę wszystkim ostrożność w spółpracy z tą firmą, gdyż to typowa piramida. Żadnej inwestycji nie dokończyli i nic nie mają na swoim koncie. Na gowork same pozytywne opinie są,gdyż panowie sami sobie wystawiają a nikt nie wstawi nic negatywnego bo panowie mają umowę podpisaną z serwisem i każdy komentarz zanim zostanie wyświetlony to musi mieć ich akceptację. Znam firmę od podszewki i wiem co piszę. Sami prezesi nie mają żadnej wyższej szkoły skończonej a większość pracowników to nawet matury nie posiadają. główny prezes Ż... znany z forexu jak w roli opiekuna doprowadzał ludzi do bankructwa czym się szczyci.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Marcin Wolan
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
1. Stanowisko do pracy w biurze
Jednym z najnowszych rozwiązań jest inwestycja na rynku biurowym, która pozwala wejść w posiadanie nie całego budynku czy jego pojedynczego piętra, a jedynie pojedynczego miejsca pracy. Rozwiązanie takie zaproponował amerykański deweloper z Manhattanu (Nowy Jork). Co więcej biuro to docelowo ma być strefą coworkingową, czyli miejscem pracy przedsiębiorców różnych dziedzin na jednej powierzchni. Idea ta dopiero zyskuje na popularności w Polsce, podczas gdy w USA stanowi bardzo poważny segment. Szacunki amerykańskiego urzędu statystycznego zajmującego się rynkiem pracy sugerują, że w USA już niebawem, bo w 2020 roku 65 milionów osób (40% siły roboczej) będzie potencjalnymi użytkownikami biur coworkingowych.

Szczegóły? Deweloper manhattańskiego biurowca wydzielił pojedyncze stanowiska pracy w budynku i sprzedaje je inwestorom za 25 tys. USD za sztukę. Ci mają otrzymywać co roku 3,4 – 4 tys. dolarów czynszu rocznie. Gdyby tego było mało inwestor, który zdecyduje się wyjść z inwestycji ma zagwarantowaną w umowie cenę odprzedaży na poziomie 31,35 tys. USD – a więc o 25% więcej niż cena jaką zapłacił. Teoretycznie firma zarządzająca biurem powinna zarobić tyle, że starczy jej na wypłaty tak sowitych zysków. Jak bowiem można dowiedzieć się z oferty zamieszczonej na stronie wework.com (wynajmuje stanowiska pracy w przestrzeni coworkingowej) za najem jednego miejsca do pracy na terenie Manhattanu trzeba zapłacić od 350 do 750 dolarów miesięcznie. Daje to więc przychód w kwocie 4,2 - 9 tys. dolarów rocznie. Potencjalnie kwota ta wystarczyłaby na zarządzanie i utrzymanie biura oraz wypłacenie wynagrodzenia dla inwestora. Trzeba jednak podkreślić, że dla osiągnięcia takich wyników potrzebne byłoby pełne obłożenie stanowisk pracy, co w praktyce jest niemożliwe.

Gdzie poza tym może tkwić haczyk? Przy obietnicy dwucyfrowych zysków trzeba zachować szczególną ostrożność i dokładnie przeczytać umowę. Przede wszystkim należy sprawdzić co oznacza słowo „gwarancja zysków” eksponowana w broszurze ofertowej. Niewiele warta jest bowiem gwarancja, która nie daje żadnej ochrony inwestorowi w przypadku niepowodzenia danego biznesu i np. niższych wypłat niż obiecywane, a tym bardziej upadłości dewelopera, który namawiał do inwestycji. Należy tez skonsultować z prawnikiem co oprócz braku przychodów z inwestycji może oznaczać ewentualna upadłość dewelopera. Ponadto, kupując nawet pojedyncze stanowisko biurowe inwestor podejmuje ryzyko operowania na rynku biurowym. I choć jest to truizm, to trzeba pamiętać, że tylko jeśli zarządca obiektu będzie wystarczająco dużo zarabiał na wynajmie nieruchomości, będzie miał czym dzielić się z inwestorami. Do tego dochodzi ryzyko koniunktury w gospodarce. Jeśli ta pogrąży się w recesji, istnieje ryzyko, że opustoszeją biura, a to wprost oznacza chude lata dla inwestora. Na koniec pozostaje połączenie ryzyka prawnego i kursowego. Chodzi o to, że wspomniana inwestycja oferowana jest w USA, a więc jak każda inwestycja zagraniczna wiąże się z innymi niż w Polsce procedurami transakcyjnymi, a do tego zmieniające się kursy walut mogą zarówno zmniejszyć, jak i powiększyć osiągane wyniki inwestycji.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
2. Fragment zamku
Podobny mechanizm – najmu zwrotnego - działa w wielu ofertach inwestycyjnych na rynku nieruchomości. Chodzi z grubsza o to, że firma prowadząca biznes z wykorzystaniem nieruchomości sprzedaje ją inwestorom i za jej wykorzystanie do dalszego prowadzenia biznesu wypłaca inwestorom wynagrodzenie. Czemu firmy skłonne są dzielić się zyskami? Po prostu pieniądze ze sprzedaży nieruchomości – przeważnie ważnego składnika majątku firmy – przeznaczane są na dalszą ekspansję rynkową. W takim modelu dostępne są pokoje w przerobionym na hotel szkockim zamku Taymouth.

Nieruchomości dostępne są tam w cenach od około 2,2 mln zł (390 tys. GBP). Co ciekawe nie trzeba w tym wypadku stawać się właścicielem całego lokalu, bo istnieje możliwość nabycia udziału (1/13)– wtedy wystarczy około 170 tys. zł. W tym wypadku do nabycia jest prawdziwie unikatowa nieruchomość. Atutem nieruchomości są: atrakcyjne położenie, pole golfowe, spa oraz architektura i wyposażenie XVI-w szkockiego zamku. Zgodnie z informacjami publikowanymi w ofercie przez 2 lata inwestor czerpie przychody z czynszów w wysokości 7% wartości nieruchomości, a potem ma udział w zyskach generowanych przez hotel na poziomie 50% - oczywiście zyski te mają być dzielone proporcjonalnie pomiędzy wszystkich inwestorów.

Piękne okoliczności przyrody nie powinny jednak usypiać czujności. Pomoc prawna przy analizowaniu umowy oraz świadomość ryzyka prowadzenia działalności hotelowej czy ryzyka kursowego, to niezbędne minimum.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
3. Magazyn samoobsługowy
Znacznie mniejszym kapitałem trzeba dysponować, jeśli wybierze się rynek samoobsługowych magazynów. Wejście na ten rynek w Polsce wymaga stworzenia magazynu od podstaw i zajęcia się całym biznesem „od a do z”, ale na Zachodzie możliwy jest zakup nawet pojedynczego stanowiska magazynowego („boxu”), który zarządzany jest przez firmę zajmującą się całą sferą operacyjną biznesu. W takim wypadku inwestor po zakupie nieruchomości powinien jedynie czekać na comiesięczne czy cokwartalne przelewy. Przykład? Firma Capstone Investments oferuje magazyny w Wielkiej Brytanii, w przypadku, których minimalny kapitał inwestycyjny to 3,75 tys. funtów (około 21 tys. zł), aby osiągać co roku od 8 do 12% (rentowność z czasem ma rosnąć) w formie przychodów z wynajmu. Jeśli kogoś szczególnie zainteresowała ta propozycja, musi być świadomy, ze i w tym przypadku wysokie potencjalne stopy zwrotu nie są pozbawione ryzyka. Jak zawsze ostrożność przy analizowaniu zapisów umowy i sensowności samego biznesu są niezbędne.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
4. Miejsce postojowe
Innym niskobudżetowym rozwiązaniem jest inwestycja w miejsce postojowe. Nie chodzi jednak o pojedyncze stanowisko w garażu pod blokiem mieszkalnym, które za 200 czy 300 zł miesięcznie wynajmuje właściciel, ale na lotniskowym parkingu. Plus jest taki, że zarządzaniem i rozliczaniem z najemcami zajmuje się zewnętrzna firma, a inwestor z założenia czeka tylko co miesiąc na wpłaty.

I tak na przykład firma Gatwick Properties zachwala, że kupując za 20 tys. GBP (około 113 tys. zł) miejsce postojowe na parkingu przy lotniku w Glasgow, można liczyć na przychody z czynszów na poziomie 8% zainwestowanej kwoty przez pierwsze dwa lata. Później wynik inwestycji ma być zależny od obłożenia parkingu, ale już dziś pośrednik prognozuje, że przychody w roku 3 i 4 mogą wynieść po 11,3 tys. zł w skali roku, a na kolejne dwa lata mają wzrosnąć do ponad 13,5 tys. zł rocznie (kwoty przeliczone na złotówki przy założeniu, że funt kosztuje 5,65 zł). Gdyby tego było mało, w umowie znajduje się zapis, że już od 2 roku inwestycji miejsce może zostać przeznaczone do odsprzedaży z ceną o 25% wyższą od pierwotnej. Zapis ten ma w pewnym sensie gwarantować wyjście z inwestycji z zyskiem i z góry ustalać poziom cen na rynku wtórnym. Jak w przypadku poprzednich inwestycji ostrożność jest wskazana – szczególnie, że ta oferta inwestycyjna dostępna jest już od ponad 2 lat. Naturalne jest więc pytanie jak wiele miejsc postojowych trzeba zbudować w okolicy lotniska. W pewnym momencie podaż musi przecież przekroczyć popyt.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
5. Dom spokojnej starości dla inwestora z grubszym portfelem
Kolejną ideą, która zyskuje na popularności jest inwestowanie w domy spokojnej starości. Wszystko dlatego, że w wielu krajach europejskich państwowa służba zdrowia nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej opieki rosnącej liczbie osób starszych. To daje pole dla rozwoju firm działających na tym rynku. Biznes ten wymaga jednak sporych nakładów na nieruchomości. Tu też ma więc sens wykorzystanie wcześniej wspomnianego modelu najmu zwrotnego, który w zamian za obietnicę comiesięcznych wypłat czynszów daje firmom prowadzącym domy spokojnej starości pieniądze na szybszy rozwój skali działalności. Atutem dla wielu nabywców może być oprócz zysków z wynajmu także fakt, że jesień życia mogą spędzić we własnym pokoju, licząc ponadto na niższe opłaty za opiekę.

Przykładowe oferty inwestycyjne można znaleźć w ofercie firmy Capstone Investments. Obecnie sprzedaje ona pokoje w dwóch brytyjskich domach spokojnej starości w Liverpoolu i Lancashire. W pierwszym przypadku cena to 69 tys. GBP, a w drugim 89 tys. GBP. W obu przypadkach można znaleźć obietnicę 8-proc. przychodów z czynszów, co roku przez 10 lat, a później zwrot z inwestycji zależny od poziomu generowanego przez obiekt zysku. Z założenia zarządzaniem zajmuje się oczywiście wyspecjalizowana firma, a inwestor otrzymuje z góry umówiony czynsz na konto. Co więcej tu też znaleźć można zapewnienie, że pokój może być odkupiony za z góry określoną kwotę – 115% pierwotnej ceny.

Innym rozwiązaniem może być zakup całego działającego biznesu. Takie oferty proponuje Best Overseas Property Investments. W cenie od 400 tys. do 1 mln GBP można stać się właścicielem domu spokojnej starości w Wielkiej Brytanii. Oferta zawiera tylko lakoniczny opis, zgodnie z którym można liczyć nawet na 15-proc. zyski w skali roku. Do takich zapewnień należy podchodzić z rezerwą, kalkulatorem w ręku i wsparciem księgowego i prawnika, którzy sprawdzą czy faktycznie ta atrakcyjna oferta jest atrakcyjna.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
5. Dom spokojnej starości dla inwestora z grubszym portfelem
Kolejną ideą, która zyskuje na popularności jest inwestowanie w domy spokojnej starości. Wszystko dlatego, że w wielu krajach europejskich państwowa służba zdrowia nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej opieki rosnącej liczbie osób starszych. To daje pole dla rozwoju firm działających na tym rynku. Biznes ten wymaga jednak sporych nakładów na nieruchomości. Tu też ma więc sens wykorzystanie wcześniej wspomnianego modelu najmu zwrotnego, który w zamian za obietnicę comiesięcznych wypłat czynszów daje firmom prowadzącym domy spokojnej starości pieniądze na szybszy rozwój skali działalności. Atutem dla wielu nabywców może być oprócz zysków z wynajmu także fakt, że jesień życia mogą spędzić we własnym pokoju, licząc ponadto na niższe opłaty za opiekę.

Przykładowe oferty inwestycyjne można znaleźć w ofercie firmy Capstone Investments. Obecnie sprzedaje ona pokoje w dwóch brytyjskich domach spokojnej starości w Liverpoolu i Lancashire. W pierwszym przypadku cena to 69 tys. GBP, a w drugim 89 tys. GBP. W obu przypadkach można znaleźć obietnicę 8-proc. przychodów z czynszów, co roku przez 10 lat, a później zwrot z inwestycji zależny od poziomu generowanego przez obiekt zysku. Z założenia zarządzaniem zajmuje się oczywiście wyspecjalizowana firma, a inwestor otrzymuje z góry umówiony czynsz na konto. Co więcej tu też znaleźć można zapewnienie, że pokój może być odkupiony za z góry określoną kwotę – 115% pierwotnej ceny.

Innym rozwiązaniem może być zakup całego działającego biznesu. Takie oferty proponuje Best Overseas Property Investments. W cenie od 400 tys. do 1 mln GBP można stać się właścicielem domu spokojnej starości w Wielkiej Brytanii. Oferta zawiera tylko lakoniczny opis, zgodnie z którym można liczyć nawet na 15-proc. zyski w skali roku. Do takich zapewnień należy podchodzić z rezerwą, kalkulatorem w ręku i wsparciem księgowego i prawnika, którzy sprawdzą czy faktycznie ta atrakcyjna oferta jest atrakcyjna.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
6. Nie musisz kupować całego hotelu, wystarczy część pokoju
Kolejnym sposobem na inwestowanie jest zakup na własność pokoju w hotelu. Tak jak w poprzednich propozycjach pokój taki wynajmuje się operatorowi – firmie, która zarządzać będzie całym obiektem. W ten sposób inwestor sam nie zajmuje się zarządzaniem, a tylko czeka na przychody z czynszu. W Polsce przeważnie roczne przychody z takiego rodzaju inwestycji plasują się na poziomie około 6-9% wartości kupionej nieruchomości. Nad Wisłą pojedynczy pokój można kupić posiadając minimum 200 – 300 tys. zł.

Na Zachodzie rynek tego rodzaju inwestycji jest znacznie bardziej rozwinięty. Często nie trzeba też stawać się właścicielem całego pokoju, a jedynie udziału w nim – np. 1/5 lub 1/20. Dzięki temu obniżony jest próg wejścia, bo cena pojedynczego pokoju dzielona jest na większe grono inwestorów. Przykład? W luksusowym hotelu ze SPA w Walii (Corran Resort and SPA) za pojedynczy apartament trzeba zapłacić ponad 455 tys. funtów, ale można też kupić udział na poziomie 1/13. Wtedy progiem wejścia jest równowartość około 200 tys. zł. W zamian za to operator hotelu obiecuje wypłacać nawet ponad 10% tej kwoty rocznie. Gdyby tego było mało po 5 latach można też skorzystać z opcji sprzedaży nieruchomości operatorowi za minimum 150% pierwotnej ceny.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
7. Akademik
Model najmu zwrotnego sprawdza się też w segmencie mieszkań dla studentów. Właśnie im oferuje mieszkania część inwestorów kupujących domy i mieszkania na wynajem. Pojawia się tu jednak ryzyko dewastacji, a także nie wszyscy inwestorzy czują się na siłach, aby kontrolować stan mieszkania i pilnować studentów, aby ci nadmiernie nie naprzykrzali się sąsiadom. Dla osób, które szukają zysków w studenckich portfelach, a przy tym oczekują inwestycji bezobsługowej, rozwiązaniem może być zakup nieruchomości w akademiku zarządzanym przez firmę. W Polsce takie rozwiązania wciąż nie wychodzą poza plany deweloperów, ale np. w Wielkiej Brytanii znaleźć można całą masę tego rodzaju ofert inwestycyjnych. Można dzięki nim stać się właścicielem zarówno pojedynczego pokoju, jak i znaleźć oferty sprzedaży całych działających od lat akademików. W efekcie czynsz może być wypłacany w z góry określonej wysokości, być zależny od zysków generowanych przez cały obiekt albo też za sterami zarządcy obiektu staje sam inwestor.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
8. Mieszkanie na krótko to nowy hotel
Kolejnym rozwiązaniem wciąż rzadko nad Wisłą popularnym jest najem krótkoterminowy. Chodzi tu o mieszkania wynajmowane na doby, które stanowią alternatywę dla hoteli. Lokale takie oferują przeważnie powierzchnię większą niż pokoje hotelowe i posiadają kuchnię. Najczęściej klienci mogą też liczyć na usługi dodatkowe charakterystyczne dla hoteli (sprzątanie, pranie, wyżywienie). Popularność najmu krótkoterminowego rośnie głównie z dwóch powodów. Jest to rozwiązanie preferowane przez osoby znudzone hotelowym standardem. Do tego dochodzi kwestia ceny - przeważnie niższej niż w hotelach. Z rozwiązania tego korzystają więc nie tylko turyści, ale też firmy często rotujące kadry pomiędzy różnymi zakątkami świata. Z drugiej strony – dla właścicieli – zachętą do oferowania swoich lokali na krótkie okresy są przychody przeważnie dwukrotnie wyższe niż przy zwykłym długoterminowym wynajmie.

Problem w tym, że w wielu krajach najem krótkoterminowy wypychany jest do szarej strefy. Na przykład w Londynie nielegalne jest wynajmowanie nieruchomości na krócej niż trzy miesiące. W Nowym Jorku problemy mogą pojawić się przy umowach krótszych niż 30 dni. W Singapurze natomiast w wynajmowanym na krótki termin lokalu musi też mieszkać właściciel – wynika z informacji zebranych przez Knight Frank. Pomimo tych obostrzeń rynek szybko się rozwija.

Najwięcej ofert najmu krótkoterminowego znaleźć można w Ameryce, gdzie tego typu oferty powstały już w latach 80-tych. Jak wynika z szacunków firmy Apartment Service w Ameryce oferowanych w tym modelu jest obecnie około 414 tys. lokali. Na drugim miejscu plasuje się Europa z niewielkim wynikiem na poziomie około 100 tys. ofert. Tu jednak najszybciej ten rynek rósł w 2015 roku (42% r/r). Dalej plasują się: Azja (67 tys.) Australia i Ameryka Południowa (po 54 tys.), Bliski Wschód ( 52 tys.). i Afryka (8 tys.). Dla porównania w Polsce wszystkich mieszkań wynajmowanych na zasadach rynkowych (zarówno na krótki, jak i długi termin) jest 550 tys. – wynika z szacunków Lion’s Bank opartych o dane Eurostatu. Światowy rynek najmu krótkoterminowego jest więc o połowę większy niż cały rodzimy rynek najmu.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
9. Zakup spekulacyjny
Znacznie bardziej ryzykownym, niż wcześniej wspomniane niecodzienne sposoby inwestowania na rynku nieruchomości, jest zakup spekulacyjny. Polega on na nabyciu mieszkania na rynku pierwotnym, najlepiej tuż po tym, jak deweloper rozpocznie sprzedaż, np. w systemie 10/90. Polega on na tym, że 10% wartości wpłaca się przy podpisaniu umowy przedwstępnej, a 90% przy umowie ostatecznej. Inwestor nie dąży jednak do podpisania umowy ostatecznej, ale do dokonania cesji swoich praw do nabycia nieruchomości na innego nabywcę. W takiej sytuacji korzysta się z efektu dźwigni finansowej, co wielokrotnie zwiększa możliwy do osiągnięcia wynik (zysk lub stratę).

Na liczbach wygląda to następująco: załóżmy, że inwestor podpisuje umowę przedwstępną na lokal o wartości 500 tys. zł, wpłacając zadatek na poziomie 50 tys. zł. Gdyby inwestorowi udało się znaleźć kogoś, kto za tę nieruchomość skłonny byłby zapłacić 550 tys. zł, czyli o 10% więcej, to możliwe byłoby zrealizowanie zysku na poziomie 100% (przed potrąceniem kosztów). Teoretycznie bowiem za wejście w buty pierwotnego nabywcy, który wpłacił już na konto dewelopera 50 tys. zł, wtórny nabywca skłonny jest zapłacić 100 tys. zł (50 tys. zł jako część ceny mieszkania i 50 tys. zł jako „odstępne”).

Gdyby jednak cena nieruchomości nie wzrosła i dodatkowo inwestor nie znalazłby nabywcy na swoje prawo do zakupu lokalu, musiałby albo wpłacić brakujące 450 tys. zł i kupić mieszkanie, albo naraziłby się na utratę wpłaconego zadatku. Inwestowanie w mieszkania w budowie na powyższych zasadach jest więc uzasadnione w okresach ożywienia na rynku bądź w okresach dużego dyskonta oferowanego przez deweloperów na początkowych etapach budowy.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
10. Kontener pełen niewiadomych
Na koniec zostaje ciekawostka o bardzo hojnej obietnicy zysków, która co prawda nie jest nieruchomością, ale często do inwestycji w nieruchomości jest porównywana. Chodzi o niecodzienną ofertę inwestycyjną, jaką jest zakup blaszanego kontenera. Jest to wielka metalowa skrzynia, która transportowana może być np. statkiem lub na naczepie ciężarówki. Po co ją kupować? Gdyby wierzyć ofertom zamieszczanym w internecie firmy działające na rynku morskiej spedycji skłonne są najmować takie kontenery płacąc co roku właścicielowi sporą część ich wartości. Szczegóły? Cena takiego kontenera wynosić może 2,5 tys. GBP, ale pojawiają się też oferty nieco droższe (4,1 tys. USD). Wynagrodzenie właściciela ma być regularnie wypłacane w kwotach z góry ustalonych lub zależnie od obłożenia. W pierwszym przypadku zyski mogą wynosić 10-12%, a w drugim mogą sięgnąć nawet 26%. Kontener ma nadawać się do użycia przez około 15 lat i być w pełni ubezpieczony. Gdyby tego było mało firmy oferujące inwestycje w kontenery mówią też o gwarantowanej cenie odsprzedaży równej cenie zakupu po 3 latach inwestycji. To wszystko już powinno zapalić czerwoną lampkę ostrzegawczą, a to nie wszystkie informacje jakie można znaleźć na temat tej propozycji. Co ciekawe, inwestor nie wie gdzie jest jego kontener i nie może go zobaczyć. Ponadto firmy oferujące tego typu rozwiązania mają biura w Azji. Jest to o tyle uzasadnione, że Chińczycy generują spory popyt na kontenery, ale z punktu widzenia pojedynczego inwestora oznacza to utrudniony dostęp do informacji lub dochodzenia swoich praw, jeśli inwestycja nie dawałaby założonych zysków. Do tego inwestycja tego typu nie jest nadzorowana przez rodzimy KNF lub odpowiednik z innego kraju. Nie znaczy to oczywiście, że to rozwiązanie jest klasyczną piramidą finansową, ale też takie ryzyko bez wątpienia istnieje i przestrzega przed nim sporo internetowych witryn. Każdy może sobie bowiem odpowiedzieć na pytanie dlaczego firmy spedycyjne skłonne byłyby wypłacać tak sowite wynagrodzenie właścicielom pojedynczych kontenerów? Rozliczanie tysięcy inwestorów wymaga przecież sporo zachodu. I w końcu czy same firmy spedycyjne kupując tysiące kontenerów nie otrzymałyby lepszej ceny niż pojedynczy inwestor?
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Tytuł magistra szkoły wyższej już dawno temu przestał być gwarancją zdobycia dobrze płatnej pracy. Są jednak pewne wyjątki. Firmy sowicie wynagradzają absolwentów uczelni ekonomicznych. Niektórzy np. ze świeżo odebranym dyplomem Informatyki i Ekonometrii mogą liczyć na zarobki do 7322 zł.

Absolwenci studiów ekonomicznych nie narzekają na problemy ze znalezieniem pracy. Do tego mogą spodziewać się wyższego wynagrodzenia niż osoby, które kończyły inne kierunki. Takie są wnioski po analizie danych zebranych przez Ogólnopolski System Monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów Szkół Wyższych. Dopiero co opublikowane dane dotyczą osób, które odbierały dyplomy w latach 2014/2015.

- Uczelnie ekonomiczne koncentrują się na gromadzeniu i analizowaniu danych o zdarzeniach gospodarczych we wszelkich możliwych aspektach. Dzięki temu cały proces dydaktyczny skoncentrowany jest na zagadnieniach ekonomicznych: od podstaw, czyli teorii mikro i makroekonomii, poprzez geografię ekonomiczną, historię gospodarczą, matematyczne podstawy wnioskowania po lektoraty języków obcych. Wynagrodzenia uzyskane przez absolwentów rocznika 2014 wskazują na to, że pracodawcy wyżej oceniają kompetencje uzyskane w ten sposób – wyjaśnia money.pl profesor SGH, Marek Rocki, który analizował efekty studiów dziennych, drugiego stopnia.

Kierunki z uczelni ekonomicznych są w pierwszej dwudziestce uszeregowanych według przeciętnych zarobków. Są to Informatyka i Ekonometria, Finanse i Rachunkowość, Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze oraz Ekonomia. IiE charakteryzuje się najwyższymi wynagrodzeniami.

W grupie publicznych uczelni ekonomicznych jest to przeciętnie 4483 zł, czyli 110,02% średniego wynagrodzenia w Polsce. Dla SGH to 5559 zł, a dla Wydziału Nauk Ekonomicznych UW – nawet 7322 zł. Na drugim biegunie jest Uniwersytet Gdański – 2871 zł oraz Uniwersytet Szczeciński – 1895 zł. Podane kwoty są kwotami brutto.

- Zwróćmy uwagę, że tych absolwentów jest ok. 300. Informatyka i Ekonometria to elitarny, trudny i bardzo dobrze wynagradzany kierunek. Niewiele uczelni go prowadzi. Człowiek, który wychodzi z dyplomem od razu jest uznawany za specjalistę - tłumaczy profesor Marek Rocki.

7 tys. na start? Niemożliwe

Zdaniem absolwentów i studentów wyniki nie są do końca prawdziwe. Niewykluczone, że w przypadku części osób pierwsza praca po studiach była od razu pracą marzeń, która jednocześnie dawała wysoką pensję. Jednak zdaniem naszych rozmówców takie sytuacje to rzadkość. Jak to możliwe, że niektóre osoby zarabiały 7 tys. zł zaraz po odebraniu dyplomu? Po prostu, miały doświadczenie.

- Począwszy od trzeciego roku, na studiach Wydziału Nauk Ekonomicznych praktycznie nie było osób, które by nie pracowały. W związku z tym kończąc studia miały często m.in. dwa lata doświadczenia zawodowego. Nie da się zatem powiedzieć, że praca po studiach to dla nich pierwsza praca i porównywać z zarobkami osób, które faktycznie po studiach dopiero zaczynają przygodę z rynkiem – mówiła money.pl absolwentka wydziału, pani Karolina.

Tę tezę potwierdza nam również pan Wojtek. Obecnie student trzeciego roku WNE UW:

- Nie wiem, czy to możliwe, aby osoba bez doświadczenia dostała ofertę 7 tys. zł brutto. I jak dodaje: - Zacząłem pracę w zawodzie już na drugim roku studiów. Zanim skończyłem licencjat, miałem okazję zmienić pracę na o wiele lepiej płatną – dodaje pan Wojtek.

CZYTAJ: Wakacyjna praca na saksach. Czy to wciąż się opłaca? Sprawdzamy, ile można zarobić
- Można tyle zarobić w pierwszej pracy, ale na pewno nie w pierwszym miesiącu - komentuje z kolei pan Dominik. I wyjaśnia: - Moi koledzy jeszcze zanim skończyli WNE to zarabiali spore pieniądze. Jeden pracuje w KPMG już 3 lata i zarabia ponad 7 tys. zł. Inny pracuje ok. 4 lat w Citi Service Center i jego pensja wynosi ponad 10 tys. zł. Ale na początku nikt takich stawek nie daje. Zaczyna się od pensji rzędu 4 tys. zł brutto.

Marek Rocki z SGH odpowiada, że ekonomia nie jest wiedzą bardzo powszechną. Do tego nie każdy absolwent jest traktowany tak samo. Im trudniejszy i bardziej niszowy kierunek, tym większa szansa na lepiej płatną pracę:

- Trzeba traktować studia jak inwestycję. Trzeba poświęcić czas i pieniądze, by się czegoś nauczyć. Studia ekonomiczne, jak Informatyka i Ekonometria nie są łatwe, ale procentują wynagrodzeniem i karierami – powiedział profesor z SGH.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Były szef Universalu, uważany za mózg afery FOZZ, po 12 latach poszukiwań przez polski wymiar sprawiedliwości zostanie sprowadzony do Polski. Dariusz Przywieczerski został w 2005 roku skazany na 3,5 roku więzienia, ale kary nie odbył, bo uciekł za granicę.

O pozytywnym finale wieloletnich starań Ministerstwa Sprawiedliwości o ekstradycję Przywieczerskiego ze Stanów Zjednoczonych dowiedziała się Polska Agencja Prasowa. Według PAP do USA pojechali policjanci z wydziału konwojowego Komendy Głównej Policji.

Przywieczerski w 2005 roku został skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności za wyprowadzenie z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego ok. 1,5 mln dolarów. W chwili skazania przebywał za granicą. W 2006 r. Sąd Apelacyjny skrócił jego karę do 2,5 roku.

Miejsce pobytu Przywieczerskiego w USA zostało ustalone już w 2008 roku, ale władze amerykańskie dotąd nie zgadzały się na jego ekstradycję do Polski. Poszukiwany polskim listem gończym biznesmen w USA prowadził działalność gospodarczą, między innymi hurtownię gwoździ.

FOZZ został powołany do życia powołany ustawą ustawy z lutego 1989 przez Sejm PRL IX kadencji. Jego oficjalnym zadaniem była spłata polskiego zadłużenia zagranicznego, ale w rzeczywistości służył do defraudacji zgromadzonych środków przez kierujące nim osoby, często związane ze służbami specjalnymi PRL.

Nieprawidłowości w FOZZ w 1991 r. wykrył inspektor Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann, który krótko potem zmarł w niejasnych okolicznościach. Kilka miesięcy później w wypadku samochodowym zginął prezes NIK Walerian Pańko.

Warszawska prokuratura w sprawie FOZZ rozpoczęła śledztwo w 1991 r. Akt oskarżenia przekazano do Sądu Wojewódzkiego w 1993 r. We wrześniu tego samego roku sąd odesłał sprawę prokuraturze do uzupełnienia. Ponowny akt oskarżenia trafił do sądu w 1998 r. Proces formalnie zaczął się w grudniu 2000 r. Rok później przerwano go, gdy prowadząca go sędzia Barbara Piwnik została ministrem sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera.

W 2005 roku proces udało się zakończyć. W sprawie afery FOZZ oprócz Dariusza Przywieczerskiego na karę więzienia skazano między innymi byłego prezesa funduszu Grzegorza Żemka i główną księgową - Janinę Chim.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Wrocławska firma Bergman Engineering weszła na niemiecki rynek i szuka pracowników. Do wzięcia są etaty w fabryce baterii do elektrycznych aut, budowanych przez Daimlera. Zamówienie jest warte 70 mln zł. Najlepiej wykwalifikowani dostaną nawet 30 tys. zł miesięcznie.

Nie byle kontrakt wygrała wrocławska firma Bergman Engineering. Polscy inżynierowie pomogą w produkcji baterii do wszystkich elektrycznych aut Daimlera. Polska firma podpisała dwuletnią umowę ze spółką Accumotive, należącą do niemieckiego giganta – informuje „Puls Biznesu”. Baterie do e-aut powstaną w budowanej jeszcze fabryce w Kamenz w Saksonii.

- Nasza niemiecka spółka z siedzibą w Berlinie dostała zamówienie na koordynację procesu produkcji baterii do aut elektrycznych dla Accumotive. Odpowiadamy nie tylko za rekrutację 500 osób, ale także za wskaźniki produkcji. To nasz największy kontrakt w historii, wart ok. 70 mln zł – mówi „PB” Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Spółka działa od 2011 roku i zatrudnia już 350 inżynierów pracujących dla jej klientów. W ubiegłym roku firma zwiększyła przychody o 70 proc. – do ponad 20 mln zł.

500 miejsc pracy
W związku z nowym kontraktem Bergman Engineering do końca roku zamierza zatrudnić ok. 150 inżynierów, którzy ustawią procesy produkcyjne. Będą m.in. programować roboty czy usprawniać pracę na liniach produkcyjnych.

Do tego firma poszukuje 150 techników elektryków i 200 pracowników produkcyjnych.

- Rekrutację tych ostatnich zlecimy zewnętrznej firmie, prawdopodobnie agencji pracy tymczasowej z oddziałami w Europie Wschodniej. O pracowników nie będzie łatwo, bo muszą mieć certyfikaty uprawniające do pracy z wysokimi napięciami, ale Daimler zrobi odpowiednie szkolenia – mówi „Pulsowi Biznesu” Tomasz Szpikowski.

Rekrutacja już trwa. Pierwszych pracowników firma zatrudni jeszcze we wrześniu.

- Odpowiadamy za ściągnięcie pracowników do Kamenz, znalezienie im mieszkania, uzyskanie pozwoleń. Zgodnie z niemieckimi przepisami, wynagrodzenia są takie, jak w innych fabrykach Daimlera w Niemczech, znacznie wyższe niż stawki rynkowe w Polsce – zapewnia szef Bergman Engineering.

To oznacza 15-30 tys. zł netto dla inżynierów i 6-8 tys. zł dla pracowników produkcyjnych.

- Kontrakty podpisujemy na dwa lata, bo na taki czas sami zawarliśmy umowę z klientem – informuje Szpikowski.

- Fabryka jest w budowie, powstała pierwsza z kilku hal. Cały zakład będzie gotowy za półtora roku, a dopiero po dwóch latach od uruchomienia osiągnie pełne moce produkcyjne. Liczę, że Accumotive przedłuży z nami umowę – dodaje szef Bergman Engineering.

Większość inżynierów będą stanowić Polacy. Firma liczy też na Rumunię. Na Węgrzech i Czechach zarobki są zbyt wysokie, a na drodze do ściągnięcia Ukraińców barierą są niemieckie przepisy.

Wrocławska firma Bergman Engineering weszła na niemiecki rynek i szuka pracowników. Do wzięcia są etaty w fabryce baterii do elektrycznych aut, budowanych przez Daimlera. Zamówienie jest warte 70 mln zł. Najlepiej wykwalifikowani dostaną nawet 30 tys. zł miesięcznie.

Nie byle kontrakt wygrała wrocławska firma Bergman Engineering. Polscy inżynierowie pomogą w produkcji baterii do wszystkich elektrycznych aut Daimlera. Polska firma podpisała dwuletnią umowę ze spółką Accumotive, należącą do niemieckiego giganta – informuje „Puls Biznesu”. Baterie do e-aut powstaną w budowanej jeszcze fabryce w Kamenz w Saksonii.

- Nasza niemiecka spółka z siedzibą w Berlinie dostała zamówienie na koordynację procesu produkcji baterii do aut elektrycznych dla Accumotive. Odpowiadamy nie tylko za rekrutację 500 osób, ale także za wskaźniki produkcji. To nasz największy kontrakt w historii, wart ok. 70 mln zł – mówi „PB” Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Spółka działa od 2011 roku i zatrudnia już 350 inżynierów pracujących dla jej klientów. W ubiegłym roku firma zwiększyła przychody o 70 proc. – do ponad 20 mln zł.

500 miejsc pracy
W związku z nowym kontraktem Bergman Engineering do końca roku zamierza zatrudnić ok. 150 inżynierów, którzy ustawią procesy produkcyjne. Będą m.in. programować roboty czy usprawniać pracę na liniach produkcyjnych.

Do tego firma poszukuje 150 techników elektryków i 200 pracowników produkcyjnych.

- Rekrutację tych ostatnich zlecimy zewnętrznej firmie, prawdopodobnie agencji pracy tymczasowej z oddziałami w Europie Wschodniej. O pracowników nie będzie łatwo, bo muszą mieć certyfikaty uprawniające do pracy z wysokimi napięciami, ale Daimler zrobi odpowiednie szkolenia – mówi „Pulsowi Biznesu” Tomasz Szpikowski.

Rekrutacja już trwa. Pierwszych pracowników firma zatrudni jeszcze we wrześniu.

- Odpowiadamy za ściągnięcie pracowników do Kamenz, znalezienie im mieszkania, uzyskanie pozwoleń. Zgodnie z niemieckimi przepisami, wynagrodzenia są takie, jak w innych fabrykach Daimlera w Niemczech, znacznie wyższe niż stawki rynkowe w Polsce – zapewnia szef Bergman Engineering.

To oznacza 15-30 tys. zł netto dla inżynierów i 6-8 tys. zł dla pracowników produkcyjnych.

- Kontrakty podpisujemy na dwa lata, bo na taki czas sami zawarliśmy umowę z klientem – informuje Szpikowski.

- Fabryka jest w budowie, powstała pierwsza z kilku hal. Cały zakład będzie gotowy za półtora roku, a dopiero po dwóch latach od uruchomienia osiągnie pełne moce produkcyjne. Liczę, że Accumotive przedłuży z nami umowę – dodaje szef Bergman Engineering.

Większość inżynierów będą stanowić Polacy. Firma liczy też na Rumunię. Na Węgrzech i Czechach zarobki są zbyt wysokie, a na drodze do ściągnięcia Ukraińców barierą są niemieckie przepisy.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Bajecznie wysoka emerytura lub renta - to marzenie każdego seniora w Polsce. Choć większość seniorów musi sobie radzić co miesiąc za niewielkie pieniądze, to mamy w kraju garść wyjątków. Rekordziści otrzymują po blisko 20 tys. zł. Tajemnica wysokiego świadczenia? To matematyka.

Emerytura jak z reklam? Tu podróż jachtem, tutaj domek letniskowy, a do tego szybki samochód. Dla wielu emerytów to tylko marzenie. Ale w Polsce są też tacy, którzy dorobili się sporych świadczeń. Jak? Długą pracą. Dla nich coroczny list od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych to wspaniała lektura. W końcu jak zareagować na waloryzację, która podnosi świadczenie o kilkaset złotych?

Ponad 9 tys. zł wyniosła najwyższa emerytura, którą ZUS przyznał w tym roku. - To był pan, który skończył 82 lata, miał 61 lat stażu, czyli 61 lat płacił składki. Zaczął jako górnik w kopalni, potem skończył średnią szkołę, potem studia i przechodził na emeryturę już jako osoba z kadry zarządzającej w kopalni - mówiła w programie "Money. To się liczy" prezes ZUS Gertruda Uścińska.

W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych wypłacane są jednak zdecydowanie wyższe świadczenia. W tej chwili w województwie kujawsko-pomorskim jedna z emerytek pobiera co miesiąc... 21,5 tys. zł. Wniosek o świadczenie złożyła dopiero w wieku 81 lat. A niosąc do ZUS dokumenty, była w stanie udowodnić dokładnie 61 lat pracy. Od czterech lat świadczenie podwyższa jej również waloryzacja. W tym roku podniosła je o blisko... 800 zł.

Bardzo podobne świadczenie - 21 tys. zł - pobiera mężczyzna z województwa lubelskiego. I on na emeryturę przeszedł dopiero po osiągnięciu 80 lat i przepracowaniu 61. Jego waloryzacja podnosi comiesięczną wypłatę od trzech lat, bo wtedy zrezygnował z pracy.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych ze względu na bezpieczeństwo emerytów nie informuje o miejscowościach, w których wypłaca tak wysokie świadczenia. Zdradza jednak, że emerytur i rent powyżej 20 tys. zł w Polsce jest zaledwie garść, to jednostkowe przypadki. Więcej jest przypadków świadczeń powyżej 10 tys. zł. I tak: emerytowany nauczyciel akademicki z Dolnego Śląska przeszedł na emeryturę w wieku 77 lat, po 57 latach pracy. Może liczyć na 16 tys. zł świadczenia. Również 16 tys. emerytury pobiera emerytowana nauczycielka z woj. świętokrzyskiego.

Jak to możliwe, że emeryci mają tak duże świadczenie? Po pierwsze - pracowali o wiele dłużej niż wynosi próg emerytalny. To kluczowa kwestia. Emerytura jest bowiem pochodną dwóch rzeczy: zebranego kapitału i przewidywanej długości życia. Im dłużej człowiek pracuje, tym więcej składek odprowadzi, więc zbuduje wysoki kapitał. Jednocześnie, im dłużej pracuje, tym czas pobierania emerytury jest krótszy. Bardzo prosto wyjaśnić to na przykładzie.

Człowiek w wieku 65 lat ma przed sobą - statystycznie - 218 miesięcy życia. A więc jego kapitał jest dzielony właśnie na taki okres. 80-latek ma przed sobą już tylko 105 miesięcy życia. Gdyby i jedna, i druga osoba miała zebrany kapitał w wysokości 500 tys. zł, to 65-latek miałby 2,3 tys. zł emerytury, a 80-latek już 4,7 tys. zł.

Co ciekawe, najwyższy przelew od ZUS wędruje do Piły. Tam jeden ze świadczeniobiorców co miesiąc dostaje 31,5 tys. zł. To jednak zbieg kilku świadczeń - nie tylko wysokiej emerytury. Taka sytuacja następuje na przykład, gdy ktoś ma uprawnienia do emerytury oraz na przykład do renty wypadkowej lub renty inwalidy wojennego. ZUS nie ujawnia jednak konkretnych danych.

Jak wynika z raportu rocznego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, emerytów, którzy mogą pochwalić się świadczeniem w wysokości ponad 5 tys. zł, jest 130 tys. To zaledwie 2 proc. emerytów i rencistów. Ci, którzy mają kilkanaście tysięcy złotych świadczenia, to niewielka część tej grupy.

Najniższa emerytura w kraju to dużo mniej - dokładnie 2 gr. Tak wynika z informacji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jak to możliwe? Emerytura minimalna - w wysokości 1000 zł brutto - jest przeznaczona tylko dla tych, którzy przepracują przynajmniej 20 lat (kobiety) lub 25 lat (mężczyźni).

Najbiedniejszy emeryt w Polsce na starość odłożył niecałe 6 zł 39 groszy. Była to zaledwie jedna składka. Te dwa grosze emeryt będzie miał wypłacane najprawdopodobniej przez kolejne 218 miesięcy. Taki jest prognozowany czas życia mężczyzny w wieku 65 lat. ZUS za obsługę jego emerytury w ciągu całego tego okresu zapłaci ponad 2,2 tys. zł.

Dlaczego? Bo średni koszt obsługi i wypłaty jednego świadczenia to 10 zł. Oznacza to, że w przypadku osób z najniższym świadczeniem w Polsce ZUS wykłada 200 razy więcej na obsługę konta niż emeryt w ogóle dostanie. Stąd ZUS od lat apeluje, by zmienić zasady wypłacania najniższych świadczeń - i oferować je np. w formie jednorazowej wypłaty.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Bajecznie wysoka emerytura lub renta - to marzenie każdego seniora w Polsce. Choć większość seniorów musi sobie radzić co miesiąc za niewielkie pieniądze, to mamy w kraju garść wyjątków. Rekordziści otrzymują po blisko 20 tys. zł. Tajemnica wysokiego świadczenia? To matematyka.

Emerytura jak z reklam? Tu podróż jachtem, tutaj domek letniskowy, a do tego szybki samochód. Dla wielu emerytów to tylko marzenie. Ale w Polsce są też tacy, którzy dorobili się sporych świadczeń. Jak? Długą pracą. Dla nich coroczny list od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych to wspaniała lektura. W końcu jak zareagować na waloryzację, która podnosi świadczenie o kilkaset złotych?

Ponad 9 tys. zł wyniosła najwyższa emerytura, którą ZUS przyznał w tym roku. - To był pan, który skończył 82 lata, miał 61 lat stażu, czyli 61 lat płacił składki. Zaczął jako górnik w kopalni, potem skończył średnią szkołę, potem studia i przechodził na emeryturę już jako osoba z kadry zarządzającej w kopalni - mówiła w programie "Money. To się liczy" prezes ZUS Gertruda Uścińska.

W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych wypłacane są jednak zdecydowanie wyższe świadczenia. W tej chwili w województwie kujawsko-pomorskim jedna z emerytek pobiera co miesiąc... 21,5 tys. zł. Wniosek o świadczenie złożyła dopiero w wieku 81 lat. A niosąc do ZUS dokumenty, była w stanie udowodnić dokładnie 61 lat pracy. Od czterech lat świadczenie podwyższa jej również waloryzacja. W tym roku podniosła je o blisko... 800 zł.

Bardzo podobne świadczenie - 21 tys. zł - pobiera mężczyzna z województwa lubelskiego. I on na emeryturę przeszedł dopiero po osiągnięciu 80 lat i przepracowaniu 61. Jego waloryzacja podnosi comiesięczną wypłatę od trzech lat, bo wtedy zrezygnował z pracy.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych ze względu na bezpieczeństwo emerytów nie informuje o miejscowościach, w których wypłaca tak wysokie świadczenia. Zdradza jednak, że emerytur i rent powyżej 20 tys. zł w Polsce jest zaledwie garść, to jednostkowe przypadki. Więcej jest przypadków świadczeń powyżej 10 tys. zł. I tak: emerytowany nauczyciel akademicki z Dolnego Śląska przeszedł na emeryturę w wieku 77 lat, po 57 latach pracy. Może liczyć na 16 tys. zł świadczenia. Również 16 tys. emerytury pobiera emerytowana nauczycielka z woj. świętokrzyskiego.

Jak to możliwe, że emeryci mają tak duże świadczenie? Po pierwsze - pracowali o wiele dłużej niż wynosi próg emerytalny. To kluczowa kwestia. Emerytura jest bowiem pochodną dwóch rzeczy: zebranego kapitału i przewidywanej długości życia. Im dłużej człowiek pracuje, tym więcej składek odprowadzi, więc zbuduje wysoki kapitał. Jednocześnie, im dłużej pracuje, tym czas pobierania emerytury jest krótszy. Bardzo prosto wyjaśnić to na przykładzie.

Człowiek w wieku 65 lat ma przed sobą - statystycznie - 218 miesięcy życia. A więc jego kapitał jest dzielony właśnie na taki okres. 80-latek ma przed sobą już tylko 105 miesięcy życia. Gdyby i jedna, i druga osoba miała zebrany kapitał w wysokości 500 tys. zł, to 65-latek miałby 2,3 tys. zł emerytury, a 80-latek już 4,7 tys. zł.

Co ciekawe, najwyższy przelew od ZUS wędruje do Piły. Tam jeden ze świadczeniobiorców co miesiąc dostaje 31,5 tys. zł. To jednak zbieg kilku świadczeń - nie tylko wysokiej emerytury. Taka sytuacja następuje na przykład, gdy ktoś ma uprawnienia do emerytury oraz na przykład do renty wypadkowej lub renty inwalidy wojennego. ZUS nie ujawnia jednak konkretnych danych.

Jak wynika z raportu rocznego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, emerytów, którzy mogą pochwalić się świadczeniem w wysokości ponad 5 tys. zł, jest 130 tys. To zaledwie 2 proc. emerytów i rencistów. Ci, którzy mają kilkanaście tysięcy złotych świadczenia, to niewielka część tej grupy.

Najniższa emerytura w kraju to dużo mniej - dokładnie 2 gr. Tak wynika z informacji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jak to możliwe? Emerytura minimalna - w wysokości 1000 zł brutto - jest przeznaczona tylko dla tych, którzy przepracują przynajmniej 20 lat (kobiety) lub 25 lat (mężczyźni).

Najbiedniejszy emeryt w Polsce na starość odłożył niecałe 6 zł 39 groszy. Była to zaledwie jedna składka. Te dwa grosze emeryt będzie miał wypłacane najprawdopodobniej przez kolejne 218 miesięcy. Taki jest prognozowany czas życia mężczyzny w wieku 65 lat. ZUS za obsługę jego emerytury w ciągu całego tego okresu zapłaci ponad 2,2 tys. zł.

Dlaczego? Bo średni koszt obsługi i wypłaty jednego świadczenia to 10 zł. Oznacza to, że w przypadku osób z najniższym świadczeniem w Polsce ZUS wykłada 200 razy więcej na obsługę konta niż emeryt w ogóle dostanie. Stąd ZUS od lat apeluje, by zmienić zasady wypłacania najniższych świadczeń - i oferować je np. w formie jednorazowej wypłaty.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Tytuł magistra szkoły wyższej już dawno temu przestał być gwarancją zdobycia dobrze płatnej pracy. Są jednak pewne wyjątki. Firmy sowicie wynagradzają absolwentów uczelni ekonomicznych. Niektórzy np. ze świeżo odebranym dyplomem Informatyki i Ekonometrii mogą liczyć na zarobki do 7322 zł.

Absolwenci studiów ekonomicznych nie narzekają na problemy ze znalezieniem pracy. Do tego mogą spodziewać się wyższego wynagrodzenia niż osoby, które kończyły inne kierunki. Takie są wnioski po analizie danych zebranych przez Ogólnopolski System Monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów Szkół Wyższych. Dopiero co opublikowane dane dotyczą osób, które odbierały dyplomy w latach 2014/2015.

- Uczelnie ekonomiczne koncentrują się na gromadzeniu i analizowaniu danych o zdarzeniach gospodarczych we wszelkich możliwych aspektach. Dzięki temu cały proces dydaktyczny skoncentrowany jest na zagadnieniach ekonomicznych: od podstaw, czyli teorii mikro i makroekonomii, poprzez geografię ekonomiczną, historię gospodarczą, matematyczne podstawy wnioskowania po lektoraty języków obcych. Wynagrodzenia uzyskane przez absolwentów rocznika 2014 wskazują na to, że pracodawcy wyżej oceniają kompetencje uzyskane w ten sposób – wyjaśnia money.pl profesor SGH, Marek Rocki, który analizował efekty studiów dziennych, drugiego stopnia.

Kierunki z uczelni ekonomicznych są w pierwszej dwudziestce uszeregowanych według przeciętnych zarobków. Są to Informatyka i Ekonometria, Finanse i Rachunkowość, Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze oraz Ekonomia. IiE charakteryzuje się najwyższymi wynagrodzeniami.

W grupie publicznych uczelni ekonomicznych jest to przeciętnie 4483 zł, czyli 110,02% średniego wynagrodzenia w Polsce. Dla SGH to 5559 zł, a dla Wydziału Nauk Ekonomicznych UW – nawet 7322 zł. Na drugim biegunie jest Uniwersytet Gdański – 2871 zł oraz Uniwersytet Szczeciński – 1895 zł. Podane kwoty są kwotami brutto.

- Zwróćmy uwagę, że tych absolwentów jest ok. 300. Informatyka i Ekonometria to elitarny, trudny i bardzo dobrze wynagradzany kierunek. Niewiele uczelni go prowadzi. Człowiek, który wychodzi z dyplomem od razu jest uznawany za specjalistę - tłumaczy profesor Marek Rocki.

7 tys. na start? Niemożliwe

Zdaniem absolwentów i studentów wyniki nie są do końca prawdziwe. Niewykluczone, że w przypadku części osób pierwsza praca po studiach była od razu pracą marzeń, która jednocześnie dawała wysoką pensję. Jednak zdaniem naszych rozmówców takie sytuacje to rzadkość. Jak to możliwe, że niektóre osoby zarabiały 7 tys. zł zaraz po odebraniu dyplomu? Po prostu, miały doświadczenie.

- Począwszy od trzeciego roku, na studiach Wydziału Nauk Ekonomicznych praktycznie nie było osób, które by nie pracowały. W związku z tym kończąc studia miały często m.in. dwa lata doświadczenia zawodowego. Nie da się zatem powiedzieć, że praca po studiach to dla nich pierwsza praca i porównywać z zarobkami osób, które faktycznie po studiach dopiero zaczynają przygodę z rynkiem – mówiła money.pl absolwentka wydziału, pani Karolina.

Tę tezę potwierdza nam również pan Wojtek. Obecnie student trzeciego roku WNE UW:

- Nie wiem, czy to możliwe, aby osoba bez doświadczenia dostała ofertę 7 tys. zł brutto. I jak dodaje: - Zacząłem pracę w zawodzie już na drugim roku studiów. Zanim skończyłem licencjat, miałem okazję zmienić pracę na o wiele lepiej płatną – dodaje pan Wojtek.

CZYTAJ: Wakacyjna praca na saksach. Czy to wciąż się opłaca? Sprawdzamy, ile można zarobić
- Można tyle zarobić w pierwszej pracy, ale na pewno nie w pierwszym miesiącu - komentuje z kolei pan Dominik. I wyjaśnia: - Moi koledzy jeszcze zanim skończyli WNE to zarabiali spore pieniądze. Jeden pracuje w KPMG już 3 lata i zarabia ponad 7 tys. zł. Inny pracuje ok. 4 lat w Citi Service Center i jego pensja wynosi ponad 10 tys. zł. Ale na początku nikt takich stawek nie daje. Zaczyna się od pensji rzędu 4 tys. zł brutto.

Marek Rocki z SGH odpowiada, że ekonomia nie jest wiedzą bardzo powszechną. Do tego nie każdy absolwent jest traktowany tak samo. Im trudniejszy i bardziej niszowy kierunek, tym większa szansa na lepiej płatną pracę:

- Trzeba traktować studia jak inwestycję. Trzeba poświęcić czas i pieniądze, by się czegoś nauczyć. Studia ekonomiczne, jak Informatyka i Ekonometria nie są łatwe, ale procentują wynagrodzeniem i karierami – powiedział profesor z SGH.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
10. Kontener pełen niewiadomych
Na koniec zostaje ciekawostka o bardzo hojnej obietnicy zysków, która co prawda nie jest nieruchomością, ale często do inwestycji w nieruchomości jest porównywana. Chodzi o niecodzienną ofertę inwestycyjną, jaką jest zakup blaszanego kontenera. Jest to wielka metalowa skrzynia, która transportowana może być np. statkiem lub na naczepie ciężarówki. Po co ją kupować? Gdyby wierzyć ofertom zamieszczanym w internecie firmy działające na rynku morskiej spedycji skłonne są najmować takie kontenery płacąc co roku właścicielowi sporą część ich wartości. Szczegóły? Cena takiego kontenera wynosić może 2,5 tys. GBP, ale pojawiają się też oferty nieco droższe (4,1 tys. USD). Wynagrodzenie właściciela ma być regularnie wypłacane w kwotach z góry ustalonych lub zależnie od obłożenia. W pierwszym przypadku zyski mogą wynosić 10-12%, a w drugim mogą sięgnąć nawet 26%. Kontener ma nadawać się do użycia przez około 15 lat i być w pełni ubezpieczony. Gdyby tego było mało firmy oferujące inwestycje w kontenery mówią też o gwarantowanej cenie odsprzedaży równej cenie zakupu po 3 latach inwestycji. To wszystko już powinno zapalić czerwoną lampkę ostrzegawczą, a to nie wszystkie informacje jakie można znaleźć na temat tej propozycji. Co ciekawe, inwestor nie wie gdzie jest jego kontener i nie może go zobaczyć. Ponadto firmy oferujące tego typu rozwiązania mają biura w Azji. Jest to o tyle uzasadnione, że Chińczycy generują spory popyt na kontenery, ale z punktu widzenia pojedynczego inwestora oznacza to utrudniony dostęp do informacji lub dochodzenia swoich praw, jeśli inwestycja nie dawałaby założonych zysków. Do tego inwestycja tego typu nie jest nadzorowana przez rodzimy KNF lub odpowiednik z innego kraju. Nie znaczy to oczywiście, że to rozwiązanie jest klasyczną piramidą finansową, ale też takie ryzyko bez wątpienia istnieje i przestrzega przed nim sporo internetowych witryn. Każdy może sobie bowiem odpowiedzieć na pytanie dlaczego firmy spedycyjne skłonne byłyby wypłacać tak sowite wynagrodzenie właścicielom pojedynczych kontenerów? Rozliczanie tysięcy inwestorów wymaga przecież sporo zachodu. I w końcu czy same firmy spedycyjne kupując tysiące kontenerów nie otrzymałyby lepszej ceny niż pojedynczy inwestor?
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
- Udział rodzimego kapitału wśród graczy rynku handlu detalicznego systematycznie spada - wskazuje Piotr Grauer, dyrektor w dziale usług doradczych w KPMG. Jak dodaje, dziś w skali ogólnopolskiej liczy się już tylko Dino.

Z analiz KPMG wynika, że nasilająca się konkurencja, rosnące koszty pracy i spadające marże skłaniają polskich właścicieli sieci handlowych do ich sprzedaży zagranicznym podmiotom. Istotnym powodem czasem jest też brak sukcesji w firmach rodzinnych.

Piotr Grauer powiedział Wiadomościom Handlowym, że udział rodzimego kapitału wśród graczy na rynku detalicznym ogranicza się dziś praktycznie tylko do firmy Dino. - Pozostałe polskie podmioty to małe lub średnie firmy o zasięgu lokalnym, lub co najwyżej regionalnym - dodał.

Jak wskazał, większość segmentów handlu detalicznego jest już mocno skonsolidowana przez kilka silnych zagranicznych grup. Konsolidacja postępuje obecnie jedynie na rynku supermarketów, który wciąż jest mocno rozdrobniony, a jednocześnie notuje silny wzrost.

KPMG prognozuje, że w najbliższych latach największy wzrost będą notować dwa dominujące już dziś segmenty: dyskonty oraz sklepy typu convenience. Dziś ich udział w rynku wynosi odpowiednio 30 i 23 proc., ale już w 2022 r. ma to już być 35 proc. i 26 proc.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Warszawa, 12.09.2018 (ISBnews) - Alior Bank otwiera przestrzeń w budynku Warsaw Spire, w której wraz ze startupami z branży fintech wdroży nowe rozwiązania w ramach autorskiego programu akceleracyjnego RBL_START. Program, którego celem jest wypracowanie produktów oraz usług docenianych przez klientów i wspierających automatyzację procesów, będzie trwał 3 miesiące, a najlepsze z rozwiązań zostaną wdrożone w Alior Banku, podał bank.

W trakcie programu akceleracyjnego startupy będą wypracowywać rozwiązania we współpracy z mentorami banku oraz partnerami zewnętrznymi. W przestrzeni w Warsaw Spire startupy będą mogły wraz z klientami banku przeprowadzać testy swoich rozwiązań. Tam też będą odbywać się warsztaty oraz mentoring. Uczestnicy otrzymają również dostęp do środowiska testowego z usługami API związanymi z PSD 2 (Alior Bank Developer Portal).

Partnerami programu są: PZU, Giełda Papierów Wartościowych, Huge Thing, Mastercard, IBM, Google Cloud, Amazon oraz Microsoft.

"Jednym z wyznaczników innowacyjnej firmy jest umiejętność współpracy ze startupami. Wdrażając autorski program RBL_START po raz kolejny udowodnimy, że 'Cyfrowy Buntownik' to nie frazes, a realne zobowiązanie. Po testach z technologią blockchain i modelem Open API wchodzimy na następny poziom zaawansowania: chcemy wypracować rozwiązania, które zrewolucjonizują rynek" - powiedziała prezes Katarzyna Sułkowska, cytowana w komunikacie.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Bank podał, że do programu RBL_START zgłosiło się prawie 100 startupów z całego świata, spośród których zostało wyłonionych 8 podmiotów. Tegoroczna edycja upłynie pod hasłem Open Banking, ponieważ profil wielu zgłoszonych startupów nawiązuje do tego modelu. Wśród startupów zakwalifikowanych do programu RBL_START znalazły się innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze agregacji rachunków i kategoryzacji wydatków, robo advisory, odroczonych płatności, sztucznej inteligencji czy zdalnej weryfikacji w oparciu o PSD2 i technologię blockchain.

"Akcelerator Alior Banku to ogromna szansa dla startupów. Ich członkowie nabędą nowe kompetencje, zaprezentowane przez nich rozwiązania zostaną dopracowywane we współpracy z mentorami, a następnie wybrane projekty dostaną szansę na wdrożenie w banku lub w PZU, który jest głównym partnerem tej edycji. Jednak to nie wszystko. Startupy biorące udział w programie mogą ubiegać się w Alior Banku o finansowanie na rozwój działalności. Planujemy także wyjazd do Londynu, podczas którego nasi uczestnicy będą mieli okazję zapoznać się z tamtejszym rynkiem fintechowym" - powiedziała menedżerka ds. partnerstw FinTech w Alior Banku Kamila Wincenciak, cytowana w komunikacie.

Wraz ze startem programu RBL_START, wprowadzany jest nowy brand Alior Banku: RBL_(skrót od REBEL). Pod tą marką działają obecnie dwa podmioty: RBL_START - program akceleracyjny dla startupów oraz RBL_LAB - laboratorium do pracy nad rozwiązaniami technologicznymi.

Alior Bank przypomniał, że wraz ze startupem VoicePin z sukcesem wprowadził rozwiązanie DRONN - sztuczną inteligencję, która w banku wspiera m.in. monitoring klientów kluczowych oraz podwyższonego ryzyka, procesy zamykania ROR i wysyłkę ponagleń w ramach zajęć egzekucyjnych. Obecnie "Cyfrowy Buntownik" jest w trakcie tworzenia paneuropejskiej platformy opartej na modelu Open API we współpracy z firmą Mastercard oraz zagranicznymi fintechami: Raisin i solarisBank.

Alior Bank rozpoczął działalność w listopadzie 2008 roku. Bank zadebiutował na warszawskiej giełdzie w grudniu 2012 r. Aktywa banku miały wartość 69,5 mld zł na koniec 2017 r.
użytkownik
12 wrz (3 miesiące temu)
12 wrz (3 miesiące temu)
Bank podał, że do programu RBL_START zgłosiło się prawie 100 startupów z całego świata, spośród których zostało wyłonionych 8 podmiotów. Tegoroczna edycja upłynie pod hasłem Open Banking, ponieważ profil wielu zgłoszonych startupów nawiązuje do tego modelu. Wśród startupów zakwalifikowanych do programu RBL_START znalazły się innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze agregacji rachunków i kategoryzacji wydatków, robo advisory, odroczonych płatności, sztucznej inteligencji czy zdalnej weryfikacji w oparciu o PSD2 i technologię blockchain.

"Akcelerator Alior Banku to ogromna szansa dla startupów. Ich członkowie nabędą nowe kompetencje, zaprezentowane przez nich rozwiązania zostaną dopracowywane we współpracy z mentorami, a następnie wybrane projekty dostaną szansę na wdrożenie w banku lub w PZU, który jest głównym partnerem tej edycji. Jednak to nie wszystko. Startupy biorące udział w programie mogą ubiegać się w Alior Banku o finansowanie na rozwój działalności. Planujemy także wyjazd do Londynu, podczas którego nasi uczestnicy będą mieli okazję zapoznać się z tamtejszym rynkiem fintechowym" - powiedziała menedżerka ds. partnerstw FinTech w Alior Banku Kamila Wincenciak, cytowana w komunikacie.

Wraz ze startem programu RBL_START, wprowadzany jest nowy brand Alior Banku: RBL_(skrót od REBEL). Pod tą marką działają obecnie dwa podmioty: RBL_START - program akceleracyjny dla startupów oraz RBL_LAB - laboratorium do pracy nad rozwiązaniami technologicznymi.

Alior Bank przypomniał, że wraz ze startupem VoicePin z sukcesem wprowadził rozwiązanie DRONN - sztuczną inteligencję, która w banku wspiera m.in. monitoring klientów kluczowych oraz podwyższonego ryzyka, procesy zamykania ROR i wysyłkę ponagleń w ramach zajęć egzekucyjnych. Obecnie "Cyfrowy Buntownik" jest w trakcie tworzenia paneuropejskiej platformy opartej na modelu Open API we współpracy z firmą Mastercard oraz zagranicznymi fintechami: Raisin i solarisBank.

Alior Bank rozpoczął działalność w listopadzie 2008 roku. Bank zadebiutował na warszawskiej giełdzie w grudniu 2012 r. Aktywa banku miały wartość 69,5 mld zł na koniec 2017 r.

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr
Formularz odpowiedzi
 

Chcę zamieścić
Proszę wpisać treść wiadomości (min. 10 znaków)
Wybierz zdjęcia z dysku lub przeciągnij je tutaj
możesz dodać jedno lub kilka zdjęć jednocześnie
można publikować jedynie zdjęcia w formacie JPG
maksymalna wielkość każdego zdjęcia - 4MB
dołącz:
wpisano znaków: 0
Wpisz, jak chcesz się przedstawić
Proszę uzupełnić podpis (min. 3 znaki)
E-mail
Nieprawidłowy adres e-mail
Numer telefonu
Nieprawidłowy numer telefonu
Aby wysłać wiadomość należy zaakceptować regulamin

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr  

Wczytywanie danych...
  1. Jeśli chcesz zmienić lub usunąć treść komentarza który sam dodałeś - podaj kod zgłoszenia który otrzymałeś na swój adres e-mail w chwili dodania komentarza a następnie przejdź do edycji wpisu:
  2. Jeśli nie pamiętasz/nie znasz swojego kodu zgłoszenia, a chcesz zmienić lub usunąć treść komentarza skorzystaj z poniżej przestawionej opcji:
Jeśli chcesz usunąć komentarz który wybrałeś uzupełnij swoje dane zgłaszającego, a następnie dokonaj opłaty administracyjnej w wysokości 200,00 zł za usunięcie wybranego komentarza.
* Serwis gwarantuje poufność poniżej udostępnianych danych
Wpisz swoje imię i nazwisko
Nieprawidłowy PESEL lub NIP
Wpisz miasto i kod pocztowy
Wpisz nazwę ulicy i numer domu
Nieprawidłowy adres e-mail
 

WYCIĄG Z REGULAMINU

  1. Operator nie przyjmuje i nie realizuje reklamacji oraz zgłoszeń w zakresie warstwy merytorycznej wystawianych Opinii.
  2. Reklamacje w sprawach związanych z dodawanymi Opiniami wyłącznie w zakresie ujawnienia w nich słów oraz treści posiadających charakter szykanujący, dyskryminujący, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej lub etnicznej, faszystowskich, pornograficznych, powszechnie uznane za wulgarne lub propagujące przemoc, reklamy, cenniki, ogłoszenia, oferty mogą być kierowane do Operatora za pośrednictwem formularza reklamacyjnego Serwisu dostępnego poniżej pod nazwą „ocenzuruj treści”.
  3. Osoba zgłaszająca wniosek „ocenzuruj treści” obowiązana jest do prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego, o którym mowa w powyższym punkcie, w szczególności poprzez wskazanie powodu zgłoszenia reklamacji, wykazanie zasadności reklamacji, podanie danych identyfikujących osobę zgłaszającą reklamację, w tym w szczególności imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu, podanie danych identyfikujących Opinię, której dotyczy reklamacja, a także konkretnego uzasadnienia związanego ze składaną reklamacją.
  4. Reklamacje rozpatrywane są przez Operatora w kolejności otrzymywanych zgłoszeń, w terminie 90 dni od daty otrzymania kompletnego zgłoszenia przez Operatora, pod warunkiem prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego przez zgłaszającego reklamację.
  5. Operator zastrzega, że zgłoszenia niekompletne, niezgodne z niniejszym wyciągu z regulaminu, zawierające nieprawidłowe lub nieprawdziwe informacje zostaną automatycznie usunięte z kolejki oczekujących na rozpatrzenie, bez dalszej ich weryfikacji oraz bez udzielenia odpowiedzi.
  6. Reklamacje zgłaszane w innym zakresie oraz innej formie niż wskazana w niniejszym paragrafie są automatycznie usuwane z systemu i nie są przekazywane i rozpatrzenia przez Operatora.
  7. Formularz ocenzuruj treści

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr  

  1. Operator nie przyjmuje i nie realizuje reklamacji oraz zgłoszeń w zakresie warstwy merytorycznej wystawianych Opinii.
  2. Reklamacje w sprawach związanych z dodawanymi Opiniami wyłącznie w zakresie ujawnienia w nich słów oraz treści posiadających charakter szykanujący, dyskryminujący, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej lub etnicznej, faszystowskich, pornograficznych, powszechnie uznane za wulgarne lub propagujące przemoc, reklamy, cenniki, ogłoszenia, oferty mogą być kierowane do Operatora za pośrednictwem formularza reklamacyjnego Serwisu dostępnego poniżej pod nazwą „ocenzuruj treści”.
  3. Osoba zgłaszająca wniosek „ocenzuruj treści” obowiązana jest do prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego, o którym mowa w powyższym punkcie, w szczególności poprzez wskazanie powodu zgłoszenia reklamacji, wykazanie zasadności reklamacji, podanie danych identyfikujących osobę zgłaszającą reklamację, w tym w szczególności imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu, podanie danych identyfikujących Opinię, której dotyczy reklamacja, a także konkretnego uzasadnienia związanego ze składaną reklamacją.
  4. Reklamacje rozpatrywane są przez Operatora w kolejności otrzymywanych zgłoszeń, w terminie 90 dni od daty otrzymania kompletnego zgłoszenia przez Operatora, pod warunkiem prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego przez zgłaszającego reklamację.
  5. Operator zastrzega, że zgłoszenia niekompletne, niezgodne z niniejszym wyciągu z regulaminu, zawierające nieprawidłowe lub nieprawdziwe informacje zostaną automatycznie usunięte z kolejki oczekujących na rozpatrzenie, bez dalszej ich weryfikacji oraz bez udzielenia odpowiedzi.
  6. Reklamacje zgłaszane w innym zakresie oraz innej formie niż wskazana w niniejszym paragrafie są automatycznie usuwane z systemu i nie są przekazywane i rozpatrzenia przez Operatora.
  7. Formularz ocenzuruj treści

Najpopularniejsze tematy na forum

Lobos

agata meble

polmlek

mdd Sępólno Krajeńskie

Profilpas Kutno

caterpilar

schenker

Murbet

Witkiewicza

Eko okna

Warsaw media house

lingaro

boston scientific

atos

idg poland

Tmg

Eurovia szczecin

Eurovia

intel

edge

SZUSTER

two-m
comarch

comarch lublin

Mondelez plonsk

Mondelez

Mondelez Płońsk

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2018 najgorsza-praca.com.pl | regulamin